lolek

https://www.youtube.com/watch?v=YxIiPLVR6NA&autoplej=1&kolorek=ff244a&lup=1&typek=3

sobota, 15 marca 2014

Zakupy Rozdział I

Albus siedział w swoim pokoju. Nudził się. Ojciec powiedział mu, że list z Hogwartu przyjdzie w tym tygodniu. Była sobota. Chłopak wpatrywał się w ogród. Ostatnie promyki słońca docierały do pokoju oświetlając plakaty na ścianach. Zjednoczeni z Pudlemere właśnie spuszczały łomot Armatą z Chudley w finale ligi. Drugi plakat przedstawiał herb Hogwartu, a trzeci kapitana Zjednoczonych, Oliviera Wooda. Podobno jego ojciec go znał. Nagle Albus dosłyszał sowę. Niewątpliwie była z Hogwartu, w dziobie miała list z herbem szkoły. Chłopiec otworzył okno aby sowa mogła wlecieć. Wyjął jej z dzioba list i przeczytał




                                                                    HOGWART
                                                                      SZKOŁA
                                                       MAGII i CZARODZIEJSTWA

                                                       Dyrektor: Alberhoft Dumbeldore
                                                       (Order Merlina 3 klasy, Wielki czar, Świetny kucharz)
        Szanowny Panie Potter,
        Mamy przyjemność poinformowania Pana, że został Pan przyjęty do
Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączmy listę niezbędnych książek i wyposarzenia. Rok szkolny rozpoczyna się 1 września.

                                Z wyrazami szacunku, Prof. Alice Sprinete, zastępca dyrektora

Albus przeczytał list 2 razy. Dostał się! 10 minut później stał przy ojcu ( rezydencja Potterów była ogromna!)
- No, no! Brawo, Albusie! Tak więc jutro idziemy na zakupy! Poduczę cię trochę przed wyjazdem...
Podekscytowany chłopak poszedł spać.
- Aaaalbus...- koś mówił - Albus! - teraz wyraźnie było słychać rozzłoszczonego Jamesa, brata, który zaczynał 3 rok w Hogwarcie.
- Idziemy na zakupy... starzy kazali mi cię oooooobudzić - ziewnął James - Tak więc i oto wstawaj idioto. - zarymował brat. Był on całkowitym przeciwieństwem Albusa. Lubił dowcipkować, nienawidził się uczyć. A całym sercem kochał dokuczać Albusowi. Ich kuzyn, Fred, był największym przyjacielem Jamesa. Tych dwoje nazywali następcami legendarnych Freda i Georgea Weasleyów. No, cóż matka Jamesa była ich siostrą, a Fred, dzieckiem Georgea. Niestety, Fred Weasley senior zginął w bitwie o Hogwart. Kumpel Jamesa bardzo go podziwiał.
- No wstaaaaaaję!- ziewnął Albus
- Jedziemy z wujkiem Ronem i Rose.
- Och! To super!- Rose była jego najlepszą ( i jedyną ) Przyjaciółką. Był jeszcze Hugo, ale on ma tylko 7 lat... Zanim się obejrzał, siedział w starym BMW wujka Rona. Stare, ale jare.
- Ulica Pokątna! - Wrzasnął Pan Potter. Albus poczuł, że unoszą się w powietrze. Przez dziesięć minut rozmawiali czy rozsądnie było zrobić matkę Albusa (Ginny) kapitanem Harpii z Holyhead.
Kiedy wylądowali, wszyscy rozeszli się w swoją stronę. Ginny poszła z Jamesem do sklepu Madame Malkin, Ron z Rose wybrali się do Esów i Floresów, a Albus i Harry Poszli po różdżkę. Ollivander przeszedł na emeryturę z 10 lat temu, ale chyba był winien Harry'emu jakąśprzysługę
- Proszę... oto co pan zamawiał, panie Potter. To różdżka o potężnej magicznej mocy. Zaiste! Bardzo potężnej... ale czy pańskiemu synowi będzie pasować, tego nie wiem... jeśli nie... coż, przeżyję, ale będzie mnie musiał rozbroić. Czarny bez i pióro feniksa... 13,5 cala... wypolerowana... moc... nie wygląd, jest zupełnie inny, ale moc... jest większa niż w samym berle śmierci!
- Albusie... proszę cię, machnij tą różdżką...
-OK- Chłopak ją wziął i machnął. Stara rudera w której kiedyś pan Ollivander urzędował naprawiła się... Przed nimi ukazało się piękne, bogato urządzone wnętrze pokoju.
- O mój Boże! Panie Potter! Bez wątpienia jest pan wielkim czarodziejem. Tak potężna różdżka nie wybiera byle kogo...
- Ile płacę?
- Ależ nic, Harry Potterze! Miałem u pana dług i go spłaciłem... oczywiście zrobię różdżkę dla małej Lily...
- Ale...
- Żadnych ale! Nie przyjmę od pana ani knuta! A Propos, może herbaty?
- Nie... musimy dziś skończyć zakupy.
- Do zobaczenia, panie Potter
- Do widzenie, panie Ollivander i dziękuję!
Opuścili sklep. Udali się do Madame Malkin i do Esów Floresów. Byli również u Trlightfuta, u niego można kupić najlepsze kociołki i składniki potrzebne do warzenia eliksirów.
- Ale, tato! Na liście nie ma czegoś takiego jak BEZOAR.
- Zaufaj mi. Nawiasem mówiąc, kiedy Profesor Darvy każe wam przygotować antidotum, po prostu pokarz mu bezoar.
- No dobra... - Nagle wytrzeszczył oczy na gablotę z markowym sprzętem do quidditcha.
- A i jeszcze jedno... mama zostawiła 50 galeonów... kup sobie prezent... to prezent od niej ode mnie to...
- Tato, to PIORUN!
- Skąd wiedziałeś?
- Ja... CO? Mówiłem ci tylko, że tam leży Piorun...
- Aaaaa... czyli sam się wygadałem... w każdym razie.... proszę... - Pan Potter machnął krótko różdżką i pojawiła się miotła najlepsza na całym świecie...
- Za pieniądze od mamy kupię sobie sowę... zawsze chciałem mieć sowę.
- Jak ją nazwiesz?
- Hmmm... może Seeker?
- Seeker?
- No... to znaczy szukający...
- Dobrze wiem co to znaczy...
- Ja... ja chciałbym być szukającym... - powiedział cicho Albus
- Wspaniale! Masz no ty szczęście, że masz moje geny... możemy poćwiczyć
- Super!
Godzinę później wszyscy pakowali się do auta wuja Rona. Albus wybrał pięknego Puchacza. I nazwał go Seeker. James pękał z zazdrości gdy zobaczył nowego Pioruna Albusa. I było mu z tym bardzo dobrze.

1 komentarz:

  1. przeczytałam wszystko! yeah! fajnie piszesz tak w ogóle...
    Pozdrawiam i życzę zapału do pracy
    Alex ^_^

    OdpowiedzUsuń