lolek

https://www.youtube.com/watch?v=YxIiPLVR6NA&autoplej=1&kolorek=ff244a&lup=1&typek=3

sobota, 29 marca 2014

Life is brutal Rozdział IX

- Co się stało? - zapytał Albus oszołomionego kolegę.
- Posłuchaj: Biografia Godryka Gryffindora: Gryffindor od samego początku przejawiał niesłychane zdolności. W uniwersytecie magicznym Discedii, (założony 31r p.n.e) poznał 3 dorównujących mu zdolnościami przyjaciół: Helgę Hufflepuff, Rowenę Rawenclaw i Salazara Slytherina. Niektóre źródła mówią, że przeżywał krótki romans z Roweną, ale ta złamała mu serce wybierając Slytherina. W ten sposób przyjaźń uległa zmianie. Hufflepuff próbowała wszystkich pogodzić, ale Gryffindor darzył nienawiścią Slytherina i Rawenclaw. Z wzajemnością, potem Slytherin nie chciał mieć dziewczyny. Wszyscy się znienawidzili. Hufflepuff straciła nadzieję na podreperowanie przyjaźni... bla... bla... bla... Sltyherin miał dosyć, wyniósł się bla... bla... bla... o, tutaj! Powiadają, że każde z założycieli Hogwartu stworzyło tajemne pomieszczenie, które może otworzyć tylko ich potomek. Sltyherin i Gryffindor może się nienawidzili, ale myśleli podobnie. Gryffindor zamknął w swojej wieży lwa, który jeśli wydostanie się na wolność, będzie szukał dziedzica aby mu służyć. Legendy mówią, że każdy ślizgon i krukon, który go zobaczy widzi przed oczami najskrytsze pragnienia. Godryk ukrył w ten sposób nienawiść do Roweny i Salazara. Nie jest to groźne dla gryfonów i puchonów. Każdy, kto się z nim spotkał, nie pamiętał potem z tego nic. No chyba, że to dziedzic. Slytherin miał węża - bazyliszka...  bla... bla... bla! O to tu chodzi! To lew! Każdy krukon i ślizgon jest zagrożony.
- Trzeba powiedzieć Dumbe... - zaczął Trey.
- NIE! - przerwali mu naraz Scorpius i Albus.
- Dlaczego?
- Bo zaczną się pytania... skąd tyle wiemy... potem nie pozwolą nam działać... - powiedział Scorpius
- No to faktycznie... słabo.- zgodził się Trey.
- Wieża Gryffindora? Chyba nie chodzi o... - Albus zrobił przerażoną minę - ... naszą wieżę? Nasz POKÓJ WSPÓLNY?
- Ch- chyba tak... - wyjąkał Trey.
- Przeanalizujmy fakty: lew wydostał się z wieży... lub pomieszczenia w naszej wieży... atakuje ślizgonów. Ale gdzie krukoni? Nie ważne... hej chyba nie sądzicie że... - powiedział Scorpius
- W szkole - rzekł przerażony Trey.
- Jest dziedzic! To wszystko układa się w całość! Lew szuka dziedzica! Zacznijmy penetrację! - i obchodzili pokój wspólny, odsuwali dywany, krzesła, gasili ogień w kominkach (mogło tak być wejście). Nic nie znaleźli.
- Nic... tu... niema! - krzyknął rozzłoszczony Trey ciężko dysząc.
- Life is brutal - stwierdził Scorpius. - Chodźmy spać! Jutro z samego ranka mamy trening! Rap chyba zwariował! Robić trening w niedzielę! - i poszedł do dormitorium. Przyjaciele poszli za przykładem. Następnego ranka zeszli na śniadanie. Po posiłku poszli na boisko do quidditha. Albus pokazał lot Fortisy, został nagrodzony brawami. Kiedy wracali, usłyszeli bełkotanie. To krukonka Sarah Smive.
- Prywatna biblioteka... mądrość... Steve Cockiedy... - mówiła dziewczyna.
- Steve?- zapytał z niedowierzaniem Trey.
- MAM WAS! - To był woźny, Zeno Weborde. - Od samego początku wiedziałem, że to wy, smarkacze! Teraz mam dowód! Za to Dumbeldore da mi podwyżkę! Ha! DO DYREKTORA, MALUCHY! - i zaprowadził ich do chimery.
- Lukrecjowa pałka. - mruknął woźny. Chimera ożyła. Scorpius i Trey patrzyli z niedowierzaniem. Chimera ma ożyć? Cóż, za pierwszym razem Albus też nie uwierzył, a jednak... ukazały się schodki. Weszli i znaleźli się w przytulnym pokoju.
- Co cię tu sprowadza, Zenonie? I po co przyprowadziłeś 3 uczniów?
- Ja ich znalazłem na miejscu zbrodni, profesorze.
- I?
- To ONI ZROBILI! - wrzasnął Weborde.
- Nie sądzę... Zenonie, możesz już iść. Chcę zamienić słowo lub dwa z naszymi uczniami. - i wyszedł.
- To nie my, profesorze!
- My tego nie zrobiliśmy!
- Stop. - powiedział dyrektor.
- To nie ja... i oni też nie...
- STOP! Wiem, że to nie wy... ale czy jest coś, o czym powinienem wiedzieć? - chłopcy popatrzyli po sobie.
- Nie, panie profesorze. - powiedział w końcu Albus.                                                                      



                                                                                    ***


- No, to jednak mamy krukona! - zawołał Scorpius w drodze powrotnej.
- Musimy jeszcze raz przeszukać pokój!- zarządził Albus.
- Nie licz na to. Ja i Scorpius musimy napisać esej na eliksiry. Tak przy okazji, Al. Co to jest bezoar?
- Kamień tworzący się z żołądku kozy. Antidotum na 3/4 trucizn na świecie - powiedział bez namysłu Albus.
- Ok, dzięki...


                                                                                 ***
- Dzień dobry uczniowie!
- Dzień dobry profesorze Longbottom! - zawołała klasa.
- Dziś rozsadzamy Sobrynuki. Co to jest, ktoś wie? - jak zwykle na zielarstwie ręka Rose wystrzeliła w górę.
- Tak panno Weasley? - zapytał Neville.
- Sobrynuk to roślina, która otrzeźwia, pobudza do racjonalnego myślenia.
- 20 punktów dla Gryffindoru! Nie jeden  Sobrynuk przyda się naszym marzycielom w skrzydle szpitalnym - zaśmiał się nauczyciel.

czwartek, 27 marca 2014

Szlaban Rozdział VIII

Na zaklęciach uczniowie uczyli się Wingardium Leviosa. Albus już dawno opanował to, więc profesor Cherks pozwoliła mu przećwiczyć Stultiturum Ultimate na psie, który wyczarowała. Udało się już za 3 podejściem. Pies zaczął tańczyć jak zwariowany. Takie były skutki zaklęcia. Potem był 2 godzinny trening. Jake wyciskał z nich ostatnie poty. W sobotę w noc duchów miał być mecz z krukonami. Kiedy trening się skończył, chłopak poszedł na dodatkową transmutację. Był bardzo ciekawy lekcji.  Na normalnej, dopiero co weszli w dział "pająk w mrówkę". Wszedł do klasy. Profesor Pleasantiusz już tam na niego czekał.
- Witam pana, panie Potter. Proszę usiąść. Dziś zamienimy kamień w Labladora. Formuła zaklęcia to...
- Tak, wiem... Canemo!
- Świetnie! Proszę stuknąć różdżką o kamień i wypowiedzieć formułkę.
- Canemo! - nic się nie wydarzyło
- Śmiało! Skup się! Skup! - Albus wysilił mózg. Wszystko.
- Canemo! - Udało się! Lablador zaszczekał radośnie.
- Brawo! Gryffindor otrzymuje 10 punktów! Teraz... nie chcę zabijać to biedne zwierzę, więc przetransmutuj go znów w kamień.
- Lapidus! - znów stał przed nimi szary, brzydki kamień.
- 15 punktów dla Gryffindoru! Za pierwszym razem się udało! No, ale ten czas leci! Do widzenia! - Albus doszedł do wieży.
- Eo Leo. - powiedział do portretu grubej damy. Uchylił się. Scorpius i Trey siedzieli w swoich ulubionych fotelach przy kominku. Dyskutowali o czymś zawzięcie.
- Jak było na transmutacji? - zapytał Trey przerywając konwersację ze Scorpiusem. Albus wzruszył ramionami.
- Zwyczajnie. Nauczyłem się przemieniać kamień w psa i psa w kamień. - koledzy wytrzeszczyli oczy.
- To na poziomie 5 klasy! - zawołał Scorpius. - Udało ci się?
- Jasne. A poza tym zarobiłem...
- Szlaban?
- Nie! 25 punktów. - powiedział Albus urażonym tonem.
- To świetnie!
- Wiecie, że za tydzień noc duchów i mecz z krukonami? - powiedział Trey najwyraźniej chcąc mienić temat.
- Tiaaa... - odpowiedział Scorpius. - Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. Dobranoc.
- Ja też. Branoc.
- Do zoba jutro. - i poszli spać. Przez następny tydzień Albus zarobił dla gryfonów osiemdziesiąt punktów. Najciekawsza była według niego obrona przed czarną magią. Przez cały tydzień uczył się jak wyczarować patronusa. Jak na razie, z jego różdżki wylatywała srebrzysta mgła. Przyjaciele przebierali się w szatni.
- Zwykle teraz dłuuuugo przemawiam, ale tym razem powiem tylko... WYGRAMY! - krzyknął Rapidy
- Tak! - odkrzyknęła drużyna.
- Idziemy!
- A oto drużyna gryfonów! Stoundrey, Grymrys, Rapidy, Colington, Potter, Malfoy iiiii..... Potter! - usłyszeli głos Volsa. - Pan Fliwes wchodzi by zacząć mecz! WYSTARTOWALI! Kafel w rękach gryfonów! Potter, Colington, Rapidy, Colington, Potter strzela iii... GOL dla Gryffindoru. Kafel w rękach krukonów! Clewar! Stavr! Clewar! Peepen! Strzela iii... Malfoy obronił! Grymrys odbija tłuczek wprost w obrońcę krukonów, McKenzyego! Trafił! Gryfoni wykorzystują to, że obrońca jest nieobecny i strzelają gole! 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7... McKenzy wraca do gry! Kafel w rękach krukonów! Clewar! Stavr! Clewar! Podkręca piłkę iiii... gool dla Ravenclawu! 10 do  80! Czyżby Potter zobaczył znicz? Nurkuje... i TAK! Trzyma go w ręce! Gryffindor wygrał 230 do 10! Gracze zsiadają z mioteł. Widać, że u gryfonów szykuje się impreza! - no i faktycznie:
- Wyyyygraliśmyyyy! Przegrać nie mogliśmyyyyy! -  skandowali wszyscy. Albus zauważył, że Scorpius siedzi w fotelu przygaszony.
- Co się stało? - zapytał
- No... nie obroniłem... - odpowiedział.
- Ok. Spójrz na to z innej strony. Ile goli OBRONIŁEŚ?
- Ze... sto?
- No właśnie! Jeden gol i już dalej nie grasz?
- Nie... w sumie masz rację! Wygraliśmy i tak! Juhu! - i pobiegł po kremowe piwo. Albus się roześmiał. Czasami Scorpius był dziwny. Po imprezie wszyscy udali się do wielkiej sali. Evich wstał od stołu Slytherinu i podszedł do Albusa, Scorpiusa i Treya.
- Witam zdrajców krwi. Co was tu sprowadza? Na waszym miejscu, z waszym pochodzeniem, już dawno popełniłbym samobójstwo. Na twoim też, śmieciu półkrwi.
- Evich, chodź pogadamy na osobności. - powiedział Albus. Ślizgon skrzywił się.
- Ok. - odeszli na bok.
- Co chcesz?
- Och nic... tylko się upokorzyć!
- Co ty gada...
Stultiturum Ultimate! - krzyknął gryfon. Evich zaczął podrygiwać. Po chwili tańczył break dance. Kręcił się na głowie, skakał. Wszyscy się śmiali. Na scenę wkroczyła jednak Roxanne, siostra Freda.
- Finite Incantate! - krzyknęła. - Evich, kto to zrobił?
- A-a-albus P-p-potter! - Wyjąkał.
- Gryffindor traci 10 punktów, Potter! Masz także szlaban! Czyścisz wszystko, co jest w izbie pamięci! Tuż po kolacji. - Albus jęknął. Najadł się do syta i poszedł na 4 piętro, gdzie mieściła się izba pamięci.
- Do roboty, Potter! - krzyknęła Roxanne z nad "Proroka Codziennego"
Albus wziął pierwszy lepszy puchar. Było na nim imię " Teodric Christian Tamith ". Jakiś ślizgon, dostał nagrodę 40 lat temu. Potem czyścił Charliego Ernice, Elizbeth Smith, Victora Wlacka, iii... Albusa Dumeldorea. Ojciec mówił mu, że po nim ma imię. Ale go nienawidził. Imienia. Jak można nazwać dziecko ALBUS?! Chłopiec westchnął. Zaczął używać zaklęcia Chłoszczyść. Roxie poszła do toalety. Diggory, Studus, Riddle. I nagle zobaczył swoje NAZWISKO na medalionie.

                                                  Harry James Potter 
A potem coś jeszcze dziwniejszego.

                                               Ronald Bilius Weasley
Potem był tylko John Cover, Nancy Pulchrum i... Susan Gryffindor. Wiedział, że to musi być ktoś spokrewniony z Godrykiem Gryffindorem. Ale czuł, jakby ją kiedyś znał lub widział. 2 godziny później wracał do wieży ledwo stojąc. I nagle kogoś usłyszał.
- Pieniądze... palmy... uczty... dziewczyny...- okazało się, że to Simon Horrim ze Slytherinu. Chodził do 7 klasy i był dość biedny. Albus pobiegł po panią Bones.
- Dziękuję, Gryffindor otrzymuje 5 punktów. Wiem, że się ze ślizgonami nienawidzicie... możesz iść spać kochaneczku. - Albus powlókł się do dormitorium. Następnego dnia powiedział wszystko przyjaciołom. Byli w szoku. Szczegulnie Scorpius, który czytał w właśnie Historię Hogwartu. 

środa, 26 marca 2014

Marzyciel Rozdział VII

Euforia gryfonów po wygraniu meczu trwała tydzień. Albus był najlepszy w klasie. Magna invalescit in aeternum zrobiła swoje. Chłopak siedział w pokoju wspólnym i dokładnie notował w pamięci Evicha zsiadającego z miotły po przegranej. Czarne włosy miał potargane,  a szare oczy wyrażały wielki smutek.  P r a w i e  zrobiło mu się go żal, ale po tym jak nazwał Treya po ostatniej lekcji obrony przed czarną magią, zmienił zdanie całkowicie,  nazwał go "Śmieciem Półkrwi". Tego mu nigdy nie przebaczy. Nagle przez okno wleciał Seeker. Puchacz usiadł mu na ramieniu. Albus wyjął list z dzioba ptaka i pogłaskał go. Otworzył list.
 
                                                                       Drogi Albusie! 
Chciałbym abyś zaczął dodatkowe lekcje z transmutacji, obrony przed czarną magią, zaklęć i eliksirów, ponieważ dotychczasowy program jest, że tak powiem ponad twoje zdolności. Po Magna invalescit in aeternum na pewno znasz wszystkie zaklęcia, ale rzucić potrafisz tylko te prostsze. Twój tata, Profesor Darvy, Profesor Wierfs, Profesor Cherks i Profesor Pleasantiusz wyrazili na to zgodę, lecz Twoje pozwolenie jest najważniejsze. Przyjdź do mnie o 19.00. Hasło do chimery to "Czekoladowa żaba".
                                                                                              
                                                       Do mojego ulubionego ucznia, Alberhoft Dumbeldore

PS Nie mów nikomu, że jesteś moim ulubieńcem. Stracę na reputacji :)

Albus zachichotał. Była za dziesięć dziewiętnasta. Kierował się ku chimerze. Stanął przed nią i niepewnie powiedział "Czekoladowa żaba". Chimera ożyła. Wszedł na górę po schodkach. Nagle, stanął w dużym, przytulnym pokoju. Za biurkiem siedział nie kto inny jak sam Dumbeldore. Na jego widok chłopiec uśmiechnął się.
- Witaj Albusie, proszę, usiądź. Herbaty? Soku z dyni?
- Po proszę sok. - dyrektor machnął krótko różdżką. W powietrzu zawirowała taca ze szklankami i dzbankiem. Dumbeldore ściągnął ją na dół. Albus upił łyk. Smakował wyśmienicie.
- Tak więc... zgadzasz się?
- Cóż... długo nad tym myślałem i stwierdziłem, że w sumie tak. Ale jest warunek.
- Jaki to warunek?
- Że nie będzie mieszało się z treningami quidditha!- obaj się roześmiali. - Dostanę jakiś plan?
- No cóż... ogólnie rzecz biorąc to tak. - znów machnął różdżką. Tym razem pojawił się arkusz pergaminu. Albus wziął go do ręki.
- Zajęcia będą odbywać się w godzinach wieczornych - powiedział dyrektor. Chłopka przeczytał plan:

Poniedziałek: 18:00 Transmutacja
Wtorek: 17:00 Zakęcia 19:00 Obrona przed czarną magią
Środa: 18:30 Eliksiry
Czwartek: 17:45 Obrona przed czarną magią 19:00 Zaklęcia
Piątek: 16:00 Transmutacja 17:15 Eliksiry
UWAGA! PAN POTTER BĘDZIE ZWOLNIONY ZE WSZYSTKICH PRAC DOMOWYCH Z PODSTAWOWYCH PRZEMIOTÓW (czyli OPCM, Eliksiry, Transmutacja, Zaklęcia)

- Dziękuję proszę pana. Kiedy zaczynam?
- W poniedziałek.
- Ten, który będzie już jutro czy następny?
- W ten, który będzie już jutro.
- Do widzenia.
- Do zobaczenia, Albusie. - Kiedy chłopiec wyszedł z gabinetu, od razu pobiegł do wieży.
- Hasło? - spytała Gruba Dama
- Proxsim Heardes. - Portret uchylił się. Scorpius i Trey siedzieli w fotelach przy kominku. Oboje odrabiali eliksiry.
- Gdzie byłeś, stary? - zapytał Trey.
- U Dumeldora! - przyjaciele wytrzeszczyli oczy.
- Co się stało? - zapytał w końcu Scorpius.
- Mam mieć dodatkowe lekcje - i podał im pergamin. Przyjaciele zatrzymali się na wersie "UWAGA! PAN POTTER BĘDZIE ZWOLNIONY ZE WSZYSTKICH PRAC DOMOWYCH Z PODSTAWOWYCH PRZEMIOTÓW (czyli OPCM, Eliksiry, Transmutacja, Zaklęcia)"
- Nie będziemy mogli od ciebie ściągać - powiedział z żalem Mike.
- Która godzina? - zapytał Scorpius
- 19:30 - odpowiedział Albus
- O kucze! O 19:40 trening! - I zaczęli się szybko ubierać. Około 19:35 uznali, że nie zdążą, więc wyszli na dziedziniec i... polecieli. To było cudowne uczucie. Dotarli na miejsce kilka sekund przed pierwszym gwizdkiem.
- Mieliście szczęście! - zawołał Rapidy. Trening był zwyczajny, tak zwyczajny, że Albus bardzo się ucieszył na końcowy gwizdek. W szatni kapitan dał swoją długą, typową przemowę.
- Za miesiąc jest mecz z krukanami. Jeśli będziemy ćwiczyć, pokonamy ich. Zarządzam jutro 2 godzinny trening. o... - Albus wstrzymał oddech. - 16.00. - chłopak odetchnął z ulgą. Wrócił do wieży razem z Scorpiusem i Treyem. Na korytarzu na 4 piętrze usłyszeli jak ktoś bełkocze.
- Dom na plaży... Piorun... słońce... palmy... willa... - okazało się, że to ślizgon z 4 klasy, Albert Malmak.
- Malmak! Dobrze się czujesz? Wyglądasz jak byś zwariował...- powiedział Scorpius.
- Galeony... uczty... władza...
 - Idź po kogoś! -  powiedział Albus.
- Po kogo?
- Idź do pani Bones, ale jeśli spotkasz kogoś na drodze to go przyprowadź!- 5 min później Scorpius przyszedł z... Dumbeldorem.
-Co się stało?
-TO.- Albus wskazał na Malmaka
- Sława... mądrość... chwała... - Dumbeldore machnął różdżką i wyczarował nosze.
- Panie Stountrey, panie Potter,  proszę zanieść naszego marzyciela do skrzydła szpitalnego.

poniedziałek, 24 marca 2014

"Nienawiść to potęga..." Rozdział VI

                                                                         Rodzice!
Chcę wam opowiedzieć o dziwnym wypadku, który przydarzył mi się podczas lekcji obrony przed czarną magią. Profesor Wierfs kazał nam przećwiczyć Expeliarmus. Na "prezentację" skutków zaklęcia wybrał mnie i ślizgona Antony'ego Evicha. Już miałem go rozbroić, ale on najwyraźniej ubzdurał sobie, że to pojedynek. Wymieniliśmy się kilkoma zaklęciami. W końcu krzyknąłem "Confundo!" a on na wpół nieprzytomny wrzeszczy "Magna invalescit in aeternum !". Od teraz wiem wszystko. Dosłownie WSZYSTKO! Ale pewien jestem jednego: zyskałem szkolnego wroga.

                                                                                                      Pozdrowienia od Albusa

                                                                          Albusie!
Nienawiść to potęga! Zaiste, wielka potęga! Nienawidząc możesz zrobić wszystko. To zaklęcie było zaawansowane! Bardzo, bardzo zaawansowane... Wygląda na to, że pan Evich obdarzył Cię niewyobrażalną mocą. Korzystaj z niej mądrze.
 
                                                                                                         Twój Tata
Albusa zadowoliła taka odpowiedź. Mecz ze ślizgonami był już dziś. Al ma szansę dać wycisk Evichowi. W pokoju życzeń, chłopak zauważył, że zna najtrudniejsze zwroty w quiddithu: Pętla Merlina, Zwód Wrońskiego, Lot Fortisy... . Przyjaciele bardzo go podziwiali. O godzinie 14:30 Albus, Scorpius i Trey stawili się na boisku. Byli bardzo zestresowani. Oczywiście nie tak jak Evich, mieli gryfońską odwagę. Ślizgoński szukający trząsł się jakby płakał. Pałkarz, Eugene Goyle, przyjaciel Antony'ego oddychał głęboko, co przypominało sapanie psa Hagrida, starego Kła. Każdy ślizgon kurczowo trzymał starego Nimbusa 2007 . No, oprócz Goyla, który ściskał starą miotłę kolegi jego taty, czyli Nimbusa 2001 i oprócz Evicha, który dumnie niósł swojego Fasta 0.1. U gryfonów sytułacja przedstawia się nieco inaczej (lepiej) : Najgorszą miotłę miał Roger Gymrys, trzymał on bowiem Błyskawicę. Drugi pałkarz, przyjaciel Albusa, Mike Stoundrey miał nową Błyskawię 4s. Ścigający, czyli James miał Grzmota 260, Jake Rapidy miał Grzmota 300, a Bruce Colington miał zwykłego Fasta 0.3, tak jak obrońca, Scorpius. Albus miał najnowocześniejszego Pioruna.
- Czaaaas zacząć! - zawył do megafonu puchon z 4 klasy, David Volse. - oto drużyna gryfonów! Jake Rapidy dokonał wielu zmian... A więc tak: Stoundrey, Grymrys, Rapidy, Colington, Potter, Malfoy iiiii..... Potter! - Czerwona, niebieska i żółta część widowni powitała ich oklaskami, natomiast zielona - buczeniem.
- A oto drużyna ślizgonów! Kapitan Philip Nasrty dokonał zmian także! Powitajmy więc buczeniem... to znaczy oklaskami: Nastry, Goyle, Srudrys, Gongltrus, Avery, Anice iiiii... Evich!
Widownia zaniosła się buczniem. Slytherin nie mógł go przebić swoimi oklaskami i wiwatami. Pan Fliwes wychodzi by zacząć mecz! - Czarnowłosy, młody mężczyzna wszedł na boisko.
- To ma być czysta gra! - zawołał. Rozległ się gwizdek.
- Wystartowali! Kafel w rękach gryfonów. Potter, Colington, Rapidy, Potter strzela iiiiii... Anice nie obroniła! 10 do 0 dla Gryffindoru! Kafel w rękach ślizgonów! Srudrys, Gongltrus, Avery! Ach! Stountrey odbił tłuczek prosto w Avery'ego! Kafel u gryfonów! Potter, Rapidy, Potter, Colington iiii.... STRZELA! 20 do 0 dla Gryffindoru! Evich najwyraźniej postanowił pilnować Pottera zamias ruszć tyłek i samodzielnie poszukać znicz! - wrzeszczał Volse. Albus uśmiechnął się do siebie. Czas wypróbować pętlę Merlina!
- Potter zatacza pętlę w powietrzu! Chyba zobaczył znicz! Nurkuje, znów pętla! Evich był zbyt rozpędzony, więc grzmotnął o ziemię. NA MOJE ZAPASY KREMOWEGO PIWA! TO BYŁA P Ę- T L A  M E R L I N A! Ale, zaraz, Potter chyba NAPRAWDĘ zobaczył znicz. Wykorzystuje to, że Evich jest nie przytomny i... TAAAK! GRYFFINDOR WYGRAŁ 170 DO 0!
- Impreza na cześć wspaniałego szukającego! - Zawołał Rapidy. Drużyna ramię w ramię poszła do pokoju wspólnego nawet nie zdejmując szat do quiddich. Śmiali się i rozmawiali. Albusowi w tej chwili NIC nie mogło popsuć nastroju.
- Albus! - dogoniła ich Rose - Byłeś super! - podeszła do Scorpiusa - Przepraszam, że byłam dla ciebie niesprawiedliwa. Ty też byłeś ekstra!  - i pobiegła do wieży Gryffindoru. Na imprezie się działo, oj, działo!
- Potter! Potter! Potter! Potter! Potter!- skandowali wszyscy. Albus poczuł się jeszcze lepiej. Uszczęśliwiony wziął butelkę kremowego piwa.

niedziela, 23 marca 2014

Magna invalescit in aeternum Rozdział V

                                                                    Drogi Albusie!
Dlaczego do nas nie piszesz? Nie wiemy nawet w jakim jesteś domu! Ale, łatwo się domyślić, że jesteś w Gryffindorze. Masz nowych przyjaciół? O nich też chcemy wiedzieć! James napisał nam, że jesteś szukającym! Gratulujemy! Mamy nadzieję, że jakoś sobie radzisz na lekcjach. Na pewno byłeś u Hagrida, prawda? Chcemy Ci opowiedzieć o niezwykłym pokoju. O pokoju życzeń. Znajdziesz tam wszystko, co sobie wymarzysz. Na przykład. Chciał bym, aby to miejsce stało się parkiem. Masz park! Idealne miejsce, gdy chcesz być sam, ale też wyśmienite aby zaszaleć z kumplami! Czekami na odpowiedź z opisem twoich przyjaciół! Wejście znajduje się na korytarzu na 7 piętrze. Wystarczy przejść parę razy pod ścianą.

                                                                                   Powodzenia! Mama i Tata
                                                                                     
                                                                     Rodzice!
Bardzo podoba mi się w Hogwarcie! Mam 2 przyjaciół. Scorpiusa Malfoya i Mike'a Stountreya. Obydwaj są w Gryffindorze. Tak jak ja. Prof . Longbottom był bardzo zdziwiony gdy usłyszał, że Scorp stał się gryfonem. Nie wiem dlaczego. Jest bardzo miły. Gra na pozycji obrońcy. Co do Treya (chciał abyśmy go tak nazywali) jest trochę tęższy. Ale lubię spędzać z nim czas. Gra na pozycji pałkarza. James jest ścigającym. W sumie to mamy drużynę pełną znajomych.

                                                                                    Pozdrawiam, Albus
List wsadził w dziób Seekera, który poleciał do rezydencji Potterów. Dziś postanowił odwiedzić z przyjaciółmi ów pokój o którym napisali rodzice. Siedział na swoim łóżku w dormitorium. Do pokoju właśnie weszli przyjaciele chłopaka.
- Chodźcie na 7 piętro. - zarządził natychmiast Albus. Trey już miał odpowiedzieć kiedy nagle przez okno wleciała czarna sowa. Do nóżki miała przywiązany list.

Scorpius przełknął ślinę.
- Od rodziców. Przedwczoraj wysłałem im list, że jestem gryfonem, że przyjaźnię się z Alem, moi rodzice niestety, ale nie lubią twoich rodziców.
- Otwórz. Miejmy to już za sobą. - blondyn otworzył list. Był krótki i irytujący. Albus poczuł jakby otworzył list od wujka Percy'ego.

                                                                            Scorpiusie!
Zawiedliśmy się na tobie. Myśleliśmy, że będziesz brnął dalej, jak twój ojciec i dziadek. Że będziesz przynosił dumę rodzinie ślizgonów. Ty nas okryłeś hańbą! Jak możesz zadawać się z dzieckiem  Pottera! Nie pisz do nas. Prof. Alice Sprinete łaskawie poinformowała nas również, że zadajesz się z dzieckiem półkrwi!  

                                                                                     Ojciec i matka niewiernego chłopaka!

Scorpius zaczął się śmiać, co zdziwiło Albusa, ponieważ gdyby on dostał taki list, płakałby jak bóbr.
- Idziemy na 7 piętro? Chcę wam coś pokazać - powiedział Potter
- Ok. - I wyszli z dormitorium. Kiedy znaleźli się przy ścianie na 7 piętrze, Al pomyślał sobie, że chciałby mieć dla Treya nową miotłę, na przykład Błyskawicę 4s. Dla Scorpiusa nowe rękawice do quidditha. Żeby byli na boisku do tej gry. I żeby było pudło z kaflem, tłuczkami i zniczem, żeby mogli poćwiczyć. Przespacerował się kilka razy pod ścianą i ukazały się opisane przez rodziców drzwi.
- Wow... - szepnął Scorpius. Weszli tam.
- O kurczę.... - wykrzyknął Trey. - To dla mnie ? - zapytał wskazując na miotłę leżącą przy najbliższej pętli. Albus tylko kiwnął głową. Wiedział, że Treyowi Błyskawica się przyda, na treningach latał na przedpotopowej Zmiataczce 06.
- A to dla mnie? - Zapytał Scorpius wskazując na rękawice leżące obok miotły.
- Tak.
- Ale cool! - zawołał Scorpius.  Blondyn miał stare rękawice, z przed 3 lat. Rodzice chłopaka byli ludźmi "oszczędnymi". Malutkie rękawice powiększyli, a sami chadzali do najdroższych restauracji w mieście.
- Chciałbym poćwiczyć, ale nie mamy mioteł. To znaczy ja i Al. - rzekł Scorpius
- Nie ma sprawy. Accio Piorun! Accio Fast 0.3! - zawył Albus. Dwie minuty później, miotły chłopców wleciały przez drzwi. I zaczęli ćwiczyć tak regularnie. Jake był zachwycony postępami chłopaków. Mecz ze ślizgonami zbliżał się nieubłagalnie. Został tydzień. Albus wyjmował właśnie podręcznik obrony przed czarną magią - OPCM dla początkujących .
- Hej! Potter! - szepnął ktoś. Okazało się, że to nowy szukający ślizgonów, Antony Evich. - masz zamiar spaść z miotły? No, ja myślę... - i rzucił mu kartkę. Był tam napis : "Ja, Albus Smierdzioter zamierzam spaść z miotły" i rysunek chłopca, który wychyla się po znicz, i leci w dół. Albus roześmiał się drwiąco. Scorpius zajrzał mu przez ramię. Po chwili on też dusił się ze śmiechu. Kiedy chłopcy się opanowali, Albus wydusił.
- Evich, nie jesteś kreatywny. Nie wiem czy wiesz, ale w języku angielskim nie ma takiego słowa jak Smierdzioter...
- Dzień dobry uczniowie! Przywitał się Prof. Wierfs.
- Dzień dobry profesorze! - odpowiedziała klasa
-Wiemy już jak bronić się przed połową czarnoksięskich stworzeń z waszej książki opisanych na ten semestr. Dziś wyjątkowo nauczymy się innego zaklęcia które broni przed człowiekiem! Formuła to Expeliarmus! Pan Potter i pan Evich nam to zaprezentują. - Albus uśmiechnął się sam do siebie. Znał dobrze to zaklęcie. Raz rozbroił swojego ojca tak, że poleciał 5m do tyłu. Chłopcy wyszli na środek klasy. Pan Wierfs nie zdążył powiedzieć "start" gdy...
- Levicorpus! - zawołał Evich
- Protego! - ryknął Albus. Zaklęcie tarczy okazało się tak skuteczne, że Evich nie mógł się z niego wyplątać przez dobre 5 min. Poruszał ustami w kształt "pożałujesz, Potter".
- Tylko zaklęcie rozbrajające! - wrzasnął nauczyciel, po czym westchnął i wycelował różdżkę w Antoniego - Finite incantate!
- Impedimenta!
- Pedes gelatunim!
- Risum reputavi errorem!
- Confundo! - krzyknął w końcu Albus
- Magna invalescit in aeternum! - wybełkotał Evich.-Po czym zemdlał. oty promień ugodził jego przeciwnika w pierś. 
- Panie Alfroksz, proszę zaprowadzić pana Evicha do pani Bones, naszej nowej uzdrowicielki. - zwrócił się  do tęgiego ślizgona nauczyciel.
- Magna invalescit in aeternum to zaklęcie które w przetłumaczeniu na angielski znaczy będziesz silny na wieki. Zaraz zobaczymy, czy zadziałało. Panie Potter, byłby pan tak uprzejmy i powiedział mi ile jest zaklęć na świecie?
- Nieskończenie wiele! Codziennie ktoś wymyśla nowe!
- Cóż, to mógł być przypadek, powiecie zaraz. Lecz teraz możecie WY zadać mu pytanie. Niewiem jakim cudem panu Evichowi udało się rzucić tak złożone zaklęcie, które umie jedynie sam Harry Potter.
- Najważniejszy element eliksiru wielosokowego
- Skórka boomslaga
- Ile jest egzemlarzy Quiddith przez wieki na świecie?
- 17468
- Największy sekret Wiktora Kruma?
- Polecieć na swoim nowym Piorunie dookoła świata! - nie wytrzymywał Albus
-Największy wynalazek mug...
- Sedentem quiete! - ryknął Albus. Niebieski promień ugodził ślizgona zadającego mu pytanie prosto w brzuch.
- 30 punktów dla Gryffindoru za rzucenie zaklęcia, które jest dopiero w 7 klasie, ale i -10 punktów za rzucenie go na kolegę. Proszę go odczarować, panie Potter.
- Loqui potestro! - powiedział od niechcenia Albus
- Do widzenia.
- Do widzenia panie Profesorze!
- Albus! To było super! - wykrzyknęli naraz Scorpius i Trey kiedy tylko wyszli z klasy.
- No, super co?- powiedział. "Zapowiada się niezła zabawa" - pomyślał

środa, 19 marca 2014

Drużyna pełna znajomych Rozdział IV

- Al! Hej! AL! - krzyknął Fred, przyjaciel Jamesa. - do wieży odprowadzi was moja siostra, Roxie.
- To... super! - powiedział zdziwiony Albus. Fred się roześmiał
- Super? Stary, to powód do śmiechu! Prefekt! Ha, ha, ha...
- Pierwszoroczni! Za mną! - Krzyknęła tryskająca samozadowoleniem dziewczyna. Poprowadziła ich do portretu grubszej kobiety.
- Pierwszoroczni! To jest portret, który my nazywamy portretem grubej damy. Trzeba jej podać hasło, a ona was wpuści do pokoju wspólnego. Przez następny tydzień hasło to Godryk.  Godryk. - powiedziała siostra Freda, tym razem zwracając się do kobiety cierpliwie czekającej aż skończy. Portret uchylił się i znaleźli się w przytulnym pokoju z wysiedzianymi fotelami i trzaskającym wesoło ogniem w kominkach.
- Sypialnie dziewcząt są po prawej, chłopców po lewej. Wasze rzeczy już tam na was czekają...
- Uwaga, uwaga! Jutro są sprawdziany quidditha. Przyjmuję pierwszorocznych! - Krzyknął wysoki chłopak. - Kapitan gryfonów, Jake Rapidy.
- Och, zamknij się, Rap! - krzyknęła rozeźlona pani prefekt.
- Jutro o 16.00! Narka! I pobiegł do swojego dormitorium.
- Ach... ciężki przypadek. Dobranoc! - powiedziała. Albus, Scorpius, Trey i kilka innych chłopców z przydziałem do Gryffindoru poszli na górę.
- Edmund Thomas. - Przedstawił się chłopiec o czekoladowej cerze.
- Will Finniagan. - Powiedział chudy chłopiec z brązowymi włosami.
- Steve Cockiedy. - rzekł ważnym tonem tęgi chłopak o słomkowych włosach.
Przyjaciele przedstawili się także ( "Albus POTTER? Na pewno POTTER?! Syn Harry'ego Pottera?!).
- Will, co jutro mamy? - Zapytał Scorpius.
- Zielarstwo z krukonami, 2 godziny obrony przed czarną magią ze ślizgonami.Transmutację... znów z krukonami! Transmutacji uczy Gregory Pleasantriusz. Podobno jest nawet miły. Ale, jest opiekunem Slytherinu. Spokojnie, spokojnie, jest ponoć uczciwy. - dodał widząc zaniepokojone twarze kolegów.
- Biedni puchoni. mają transmutację z mutantami - powiedział Al. Reszta zachichotała - ze Slytherinu
- Zgłaszacie się do drużyny? - zapytał Edmund.
- Na szukającego - powiedział Albus
- Na obrońcę - rzekł Scorpius
- Pałkarz - rzucił krótko Trey.
- Ja nie. Quiddith jest dla prostaków - odparł przemądrzałym tonem Steve.
- Ja nie potrafię grać. Ale fajnie jest patrzeć. - powiedział Will.
- Spoko.
- A ty? - zapytał Trey.
- Ja? Tak jak Will... nie umiem grać.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spaaaać...- ziewnął Albus
- Dobranoc.
- Branoc
- Do zoba jutro. - I wszyscy zasnęli.
- Al! Wstawaj chłopie! - to był Scorpius. Kiedy Albus otworzył oczy, wyszczerzył do niego zęby.
- Pierwszy dzień szkoły! - Kiedy przyjaciele wstali, umyli się i zjedli śniadanie, poszli na dziedziniec.
- Dzień dobry uczniowie - powiedział Neville.
- Dzień dobry profesorze Longbottom! - Odpowiedzieli gryfoni i krukoni.
- Dziś rozsadzamy kruktonusy. Kto mi powie co to jest? - Ręka Rose wystrzeliła w górę.
- Tak, panno... Weasley?
- Kruktonusy to roślina, która paraliżuje gdy tylko się ją dotknie. Wydziela także usypiający jad, główny składnik wywaru żywej śmierci!
- 20 punktów dla Gryffindoru! Tak, Kruktonusy mają takie właśnie zastosowania. Proszę założyć rękawice ze smoczej skóry. - ta lekcja polegała na rozsadzaniu trujących roślin. Krukon Adrien Velumsy, klasowy niezdara, nie włożył rękawic ochronnych. Został sparaliżowany.
- Proszę być cicho. Idę z panem Velumsy do skrzydła szpitalnego. I wyszedł. Zostawił dziwną bańkę w powietrzu, więc uczniowie woleli siedzieć cicho. Obrona przed czarną magią w porównaniu do zielarstwa była dość nudna. Profesor Wierfs mówił że na następnych zajęciach będą poznawali zaklęcie Riddiculus. Jak na razie miał to być "wstęp". Profesor Pleasantriusz nauczył ich zaklęcia Vivamus. Z papierowego talerzyka powstawał samolocik. Z papieru. O 16.00 Albus, Trey i Scorpius poszli na boisko na którym był już Rapidy, James i pół tuzina innych gryfonów i gryfonek.
- Potter! Na mój gwizdek lecisz i łapiesz znicz. Najpierw odczekaj minutę. Kto z twoich konkurentów i ciebie będzie miał najlepszy czas, wygra. Hearder! Wypuść znicz. - Albus odczekał minutę. Rozległ się gwizdek. Chłopak mocno odepchnął się nogami od ziemi. Zauważył złoty błysk przy pętli. Podleciał tam, jak najszybciej się dało. Znicz podleciał w dół. Zanurkował. Poderwał się w ostatniej chwili. Znicz był 1m od niego. Albus wychylił się i miał go w ręce!
- Brawo, Potter! Masz wrodzony talent! 1 minuta i 20 sekund! Brawo! - Bohater postanowił poczekać na przyjaciół. Scorpius obronił wszystkie gole. Był w tym naprawdę dobry. Trey celował we wszystko w co kazał celować mu Rapidy. James strzeli 15 goli jakiemuś 2 roczniakowi. Albus z napięciem czekał na wyniki.
- Pałkarzami są... Mike Stountrey! - Albus i Scorpius pogratulowali Treyowi, który skakał jak oszalały. - I nasz stary i mocny pałkarz Roger Gymrys! Ścigający to... Ja, James Potter - brat Albusa zawył ze szczęścia. - i... nasz stary kolega Bruce Colington! Obrońca to... Scorpius Malfoy! - "Brawo" zawołał do kolegi Trey który odbierał swoją szatę z szerokim uśmiechem. Szukający... to Albuuuus Poooter! - zawył Rapidy
- Taaak! - Zawołał Albus i poszedł odebrać szatę. " Będzie drużyna pełna znajomych " - pomyślał.

wtorek, 18 marca 2014

Podróż i ceremonia przydziału Rozdział III

Albus krążył po pociągu w poszukiwaniu wolnego przedziału. W końcu natrafił na pusty. Usiadł. Okazało się, że Rose poszła za nim. W końcu rozmawiali o quiddithu, kartach od czekoladowych żab... no ogólnie o wszystkim. Nagle w drzwiach stanął Scorpius.
- Tu wolne? Wszędzie straszny tłok... - w tej samej chwili Rose powiedziała "zajęte, a Albus "wolne"
- Albusie, to jest  M a l f o y!
- I co?
- A właśnie to, że moja rodzina nie lubi waszych. Ale ja nie chcę do niej należeć. - powiedział Scorpius
- Fajna bajeczka, MALFOY, ale my - Albus rzucił jej ostrzegawcze spojrzenie - ok, ja się na nią nie dam nabrać. - wypadła z przedziału. Al przewrócił oczami i powiedział spokojnie - Siadaj.
-Scorpius Hyperion Malfoy - Przedstawił się blondyn
- Albus Severus Potter - Chłopcy uścisnęli sobie dłonie.
- Sorki za zachowanie kuzynki.
- Nie uskarżam się.
- Nie?
- Nie. Mój ojciec, dziadek, a nawet pradziadek byli śmierciożercami. Służyli Voldemortowi.
A poza tym ojciec nie za bardzo lubił twojego i jej tatusików.
-Okej...
- W którym domu chciałbyś być?
- W Gryffindorze!
- To jak ja! - z jakiegoś powodu Scorpius zmarkotniał - ale będę pewnie w Slytherinie. Cała moja rodzina tam trafia.
- Coś wymyślisz! - pocieszył go Albus. Nagle przypomniał sobie co jego ojciec mówił swojemu chrześniakowi, Teddiemu jakieś 8 lat temu : "Jeśli tiara będzie chciała cię umieścić w domu do którego nie chcesz trafić, POPROŚ ją aby umieściła cię w domu do którego trafić chcesz. W twoim przypadku - Gryffindor." No i faktycznie. Teddy był gryfonem.
- Hmm... wiesz co, Scorpius? Musisz tiarę  p o p r o s i ć  aby cię tam umieściła. Na moim kuzynie się to sprawdziło.
- SERIO?! To będzie bardzo proste! Dzięki, Al.
- Jaką masz różdżkę? - zapytał Albus
- Od Serigiusza Nrodyka. To rosyjski wytwórca różdżek. Od kiedy Ollivander odszedł na emeryturę, ojciec - ostatnie słowo wypowiedział zdławionym tonem- nie mógł nikogo znaleźć. Jesion, smocze serce. 10 cali. Jak powiedział tamten gość " Błardzło dło ciebie płasuje" - powiedział Scorpius
- Ja mam różdżkę od Ollivandera. Był winny tacie jakąś przysługę.
- Fajnie masz. Znasz już jakieś zaklęcia?
- Tak. Expeliarmus, Wingardium Leviosa, Impedimento, Accio i Drętwota.
- Wow! Ja umiem tylko Wingardium Leviosa! A słyszałem, że Accio i Drętwota są bardzo trudne!
- Żebyś wiedział! Jedno trzeba ćwiczyć codziennie przez 2 tygodnie przynajmniej 10 razy dziennie!
- Nieźle. Zapomniałem spytać... Z jakiego materiału masz różdżkę?
- Czarny bez i pióro feniksa. 13,5 cali. Mimo, że została zrobiona na zamówienie, sama mnie wybrała.
- Czy wierz, że czarny bez i pióro feniksa to najsilniejsze materiały na różdżkę?
- Tak słyszałem.
- Coś z wózka? - zapytała pulchna czarownica.
- Fasolki wszystkich smaków, lukrecjową pałkę i 5 czekoladowych żab. - rzekł Albus
- 15 sykli i 5 knutów. - Chłopak zapłacił
- To samo, tylko bez fasolek
- 14 sykli i 7 knutów.
- Zbierasz karty? - zapytali jednocześnie
- Tak - odpowiedzieli znowu razem.
- Ok, zobaczmy co tutaj mamy. - powiedział Albus. - Harry Potter, znowu? Mam 30! Oczywiście Fravourite*...
 * Karta wyróżniona, ważniejsza osobistość. I nie, nie napisałam tego źle, bo sama to wymyśliłam. Podobne do Favourite.

                                                                                                                                            
- Oki. Mam jeszcze 13 Dumbeldora, i... no nareszcie coś nowego! Grindelwald! - otworzył paczkę. - znowu Fravouritre!  - Po chwili wytrzeszczył oczy.
- Co ci, Al?
- Salazar Slytherin - wyszeptał
 

 
 - Co się pietrasz, Al. Nie słyszałem aby te karty nazywały się kartami przeznaczenia. Otwórz ostatnią. - Albus otworzył. I prawie spadł z siedzenia. Tak, to była kolejna karta Fravouritre. Tym razem z...
- G-g-godryk Gryffindor ! - Wydusił

- Wow!
- To będzie mój skarb! Nie wymienię się nawet jeśli ktoś będzie oferować całą kolekcje kart! - Albus odwrócił jego nowy "skarb" na drugą stronę.- " Jedyny egzemplarz na świecie" - Chłopak uśmiechnął się pod nosem - teraz na pewno się nie wymienię. W sumie, to będę zbierał karty 4 założycieli Hogwartu...
- Oki. Grasz w Quidditha?
- Szukający. - odparł krótko
- Obrońca. Robi się ciemno, załóżmy czarne szaty. - Do przedziału wpadł nagle jakiś chłopak ciężko dysząc.
- M-mike Stountrey. Ślizgoni mnie gonili. Idioci.
- Albus Potter
- Scorpius Malfoy.
- Hej, można się dosiąść?
- Jasne.- Kiedy wszyscy się przebrali i wysiedli z pociągu, czekał na nich Hagrid. Albus bardzo go lubił. Znał go od kąt... się urodził? Zaprzyjaźnił się także z Mikiem. Gość też chciał być gryfonem. I podobno całkiem nieźle grał na pozycji pałkarza. Cóż, był muskularny i tęższy, jak na takiego zawodnika przystało.
- Hej, Al! W porząsiu? - ryknął Hagrid.
- Wszystko gra!- odwrzasnął mu Albus. Hagrid zabrał ich do łódek przy jeziorze. Mieli przepłynąć do zamku. Kiedy znaleźli się na wodzie, zobaczyli Hogwart. Był cudny! Miał 6 wież. Zamek był świetny w każdym calu. Starodawny, ale piękny. Scorpius i Trey ( tak chciał być nazywany Mike) cicho gwizdnęli. Podróż minęła w ciszy. Kiedy przekroczył próg zamku, Albus poczuł się jak w domu.
- Pirwszoroczni! Profesor Longbottom!
- Dziękuję, Hagridzie. Możesz już iść do wielkiej sali. Uczniowie - uśmiechnął się. - Jak wiecie jestem Longbottom. Nevile Logbottom. Proszę zwracać się do mnie profesorze. Witajcie w Hogwarcie. Bankiet rozpoczynający za chwilę się zacznie. Zanim jednak zajmiecie swoje miejsca przydzieli się was do domów. Są cztery : Gryffindor, Hufflepuff, Ravenclaw i... Slytherin. Może spotkamy się w Gryffindorze. Jestem ich opiekunem. Proszę za mną. - Albus i reszta weszli do  środka. Zostali powitani oklaskami.
- Gdy wyczytam czyjeś imię i nazwisko niech podejdzie tu i założy tiarę. - Oznajmił Neville.
- Jefferson, Jackob! - Mały chłopczyk włożył tiarę która krzyknęła - Hufflepuff!-
- Loelyth, Anna! - Wysoka dziewczyna weszła na scenę. Założyła tiarę która krzyknęła - Ravenclaw!- Zabini, Kevin! - Tęgi chłopiec włożył tiarę. Slytherin!
- Potter, Albus - Albus podszedł do tiary. Chłopak trzymał ją 30 cm od głowy, nie włożył jej jeszcze. Ale ta najszybciej przydzieliła go do domu - Gryffindor! Przy stole Gryfonów wybuchły oklaski.
- Stountrey, Mike! Trey podszedł do tiary, nałożył ją i przez dobre kilka minut tak siedział. W końcu ta krzyknęła - Gryffindor! - Al klaskał razem z innymi Gryfonami. Kiedy jego przyjaciel usiadł, poklepał go po plecach.
- Weasley, Rose. - Tiara nie dotknęła głowy dziewczyny, gdy krzyknęła - Gryffindor! Po oklaskach Neville krzyknął - Malfoy, Scorpius. Tiara krzyknęła - Sly... - Nagle Malfoy zaczął mamrotać coś pod nosem z przerażeniem w oczach - Gryffindor! - Neville sprawiał wrażenie, że go zatkało. Ceremonia trwała jeszcze z pół godziny. A kiedy Clarsy, Louis został przydzielony do Hufflepuffu powstał dyrektor.
- Witam, uczniowie! - Zaczął wesołym głosem Dumbeldore. - Cieszę się widząc was tu znowu. Witam także pierwszorocznych. Wiem, że jesteście głodni, więc wsuwajcie!
- Kocham tego faceta! - wrzasnął Trey i zajął się swoim gołąbkiem w sosie pomidorowym. Kiedy wszyscy się najedli i napili, dyrektor wstał ponownie.
- Jedyne co nie jest bezpieczne w tym zamku to zakazany las. Jak sama nazwa mówi, jest zakazany. Prefektów proszę, aby odprowadzili uczniów do dormitoriów. A teraz ogólny obraz Hogwartu. Jest tu 6 wież. Na jednej niektórzy z was uczą się wróżbiarstwa. na drugiej uczycie się astronomii. W kolejnej możecie wysłać list w dwóch następnych są pokoje wspólne 2 domów. Zamek Hogwart jest ogromny. Uwaga! schody lubią płatać figle! Prefekci proszeni są o odprowadzenie moich podopiecznych do dormitoriów! Miłej nocy!


niedziela, 16 marca 2014

Na dworzec! Rozdział II

Przez następny miesiąc Albus ćwiczył zawzięcie zaklęcia i quidditch. Nauczył się: Expeliarmus, Wingardium Leviosa, Impedimento, Accio i Drętwota. Rekord w złapaniu znicza wynosił 4 min i 32 sekundy. Pan Potter wszedł do pokoju chłopca.
- Spakowany? - zapytał.
- Tak- odpowiedział
- Chcę ci coś dać...- Wyciągnął zza pazuchy plakat z herbem Gryffindoru.
- Skąd wiesz, że będę gryfonem? - zapytał Albus
- Bo jesteś potomkiem Ginerwy Weasley.
- A co to ma do rzeczy?- Pan Potter uśmiechnął się tajemniczo - Prędzej czy później sam to odkryjesz... - po tej zagatkowej odpowiedzi ojciec chłopca wyszedł z pokoju. Albus wzruszył ramionami i powiesił plakat.


                              ::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::


Dziś Al postanowił pobawić się w Jamesa. Obudził się o czwartej nad ranem. Nie mógł spać, więc postanowił wyciąć bratu numer. Zakradł się do pokoju braciszka i powiedział.
- James! James obudź się! Rodzice nie zdołali cię obudzić! Za pół godziny odjeżdża ekspres Londyn-Hogwart! - Brat wyskoczył z łóżka jak oparzony. Może nie lubił się uczyć, ale z całą pewnością kochał swoją szkołę. 5 minut później stał już gotowy.
- Aaa... jeszcze zegarek - przypomniał sobie James - CO? Jest 4:05?! - potem się roześmiał...
- No proszę! Ten kawał był lepszy niż mój i Freda, ten z jeżem i deską klozetową... jestem z ciebie dumny, bracie. - Albus wyszczerzył zęby
- Idziesz na quiddith?
- Spoko, tylko wyjmę miotłę. - I James wyciągnął swojego Grzmota 260. - Ale to nic powtarzam nic, w porównaniu do twojego Pioruna. Będę startował na ścigającego.
- Serio? A ja na szukającego!
- Przy odrobinie pecha będę z tobą w drużynie.
- Sam zobaczysz co potrafię. Jestem synem Harry' ego Pottera! Najlepszego szukającego jakiego miał Gryffindor...
- Chyba, że trafisz do Slytherinu. - James uśmiechnął się szyderczo.
- Nie trafię tam...
- A skąd wiesz? - I tak przekomarzali się przez resztę drogi do ogrodu, gdzie znajdowało się mini boisko do quidditha (tylko 4 pętle i 2 razy mniejszy obszar). Albus ustanowił nowy rekord w złapaniu znicza - 3: 21. James strzelił kilka goli (nie było obrońcy). Około 7 : 30 poczuli, że są głodni. Weszli do nieskazitelnej kuchni.
- Zgredku! Zrób nam coś do jedzenia - Zgredek był ich domowym skrzatem. Był kropla w kroplę jak jego wujek, Zgredek senior. Tyle, że ten drugi zmarł 19 lat temu.
- Co panowie sobie życzą? Naleśnika? Płatki?
- Poproszę naleśniki - powiedział Albus.
- Oczywiście, Albus Potter sir! - Zaskrzeczał skrzat - do picia jak zwykle herbatka. A pan, sir? Jamesie Potterze sir, na co ma pan ochotę?
- Ja poproszę zupę mleczną.
- Oczywiście, sir! - i uradowany skrzat pobiegł przygotować im śniadanie.
- Już wstaliście? - zapytał Pan Potter który właśnie wszedł do pokoju.
- No, ja się obudziłem około 4. Nie mogłem zasnąć, więc poszedłem wyciąć Jamesowi numer... powiedziałem "James! James obudź się! Rodzice nie zdołali cię obudzić! Za pół godziny odjeżdża ekspres Londyn-Hogwart!".Wyskoczył z łóżka jak oparzony. Potem poszliśmy poćwiczyć. James startuje na ścigającego, strzelił kilka goli, a ja ustanowiłem nowy rekord - 3 : 21 min. - Pan Potter sprawiał wrażenie rozbawionego.
- No cóż - powiedział kiedy trochę się opanował - gratuluję rekordu! O! Zgredku! Bądź tak miły i zrób mi sałatkę owocową.
- Oczywiście, Harry Potter, sir! - zapiszczał skrzat który pojawił się ze śniadaniem chłopców.
- Po śniadaniu jedziemy na peron.

                              :::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::

- Kings Cross! - krzyknął wujek Ron. Samochód poderwał się w powietrze. Podczas podróży, Albus  wymieniał się z Rose kartami z czekoladowych żab. Obydwoje byli ich zagorzałymi fanami. Kiedy wylądowali, pan Potter zauważył kogoś. Może to jego znajomy.
- Och, witaj, Draco. - powiedział chłodno - to musi być słynny Scorpius
- Ach tak. Harry, co za miłe spotkanie - powiedział blondyn z bardzo wymuszonym uśmiechem
- Do mnie się mówi "szefie" - wycedził pan Potter
- To twoje dzieci? Urocze... - Scorpiusowi poczerwieniały policzki. Albus zauważył, że ten cały Scorpius z wyglądu może przypomina ojca, ale na świat ma zupełnie inne poglądy.
- Scorpius, idziemy! - rzekł blondyn. Chłopak mruknął coś na do widzenia i poszedł za ojcem.
- Do widzenia, Albusie i Jamesie! - powiedział ojciec do chłopców. Po chwili dodał surowym tonem. - James,  masz mi nie dowcipkować, nie wysadzać klozetu w powietrze jak ostatnio i opiekować się bratem.
- Ok, ok. O! Tam stoi Charles i Morrison! Hej! Chłopaki! - I pobiegł do grupki gryfonów z 3 klasy.
- Pa, tato!
- Na razie, synu. - I Albus wszedł do pociągu, aby znaleźć wolny przedział.

sobota, 15 marca 2014

Zakupy Rozdział I

Albus siedział w swoim pokoju. Nudził się. Ojciec powiedział mu, że list z Hogwartu przyjdzie w tym tygodniu. Była sobota. Chłopak wpatrywał się w ogród. Ostatnie promyki słońca docierały do pokoju oświetlając plakaty na ścianach. Zjednoczeni z Pudlemere właśnie spuszczały łomot Armatą z Chudley w finale ligi. Drugi plakat przedstawiał herb Hogwartu, a trzeci kapitana Zjednoczonych, Oliviera Wooda. Podobno jego ojciec go znał. Nagle Albus dosłyszał sowę. Niewątpliwie była z Hogwartu, w dziobie miała list z herbem szkoły. Chłopiec otworzył okno aby sowa mogła wlecieć. Wyjął jej z dzioba list i przeczytał




                                                                    HOGWART
                                                                      SZKOŁA
                                                       MAGII i CZARODZIEJSTWA

                                                       Dyrektor: Alberhoft Dumbeldore
                                                       (Order Merlina 3 klasy, Wielki czar, Świetny kucharz)
        Szanowny Panie Potter,
        Mamy przyjemność poinformowania Pana, że został Pan przyjęty do
Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Dołączmy listę niezbędnych książek i wyposarzenia. Rok szkolny rozpoczyna się 1 września.

                                Z wyrazami szacunku, Prof. Alice Sprinete, zastępca dyrektora

Albus przeczytał list 2 razy. Dostał się! 10 minut później stał przy ojcu ( rezydencja Potterów była ogromna!)
- No, no! Brawo, Albusie! Tak więc jutro idziemy na zakupy! Poduczę cię trochę przed wyjazdem...
Podekscytowany chłopak poszedł spać.
- Aaaalbus...- koś mówił - Albus! - teraz wyraźnie było słychać rozzłoszczonego Jamesa, brata, który zaczynał 3 rok w Hogwarcie.
- Idziemy na zakupy... starzy kazali mi cię oooooobudzić - ziewnął James - Tak więc i oto wstawaj idioto. - zarymował brat. Był on całkowitym przeciwieństwem Albusa. Lubił dowcipkować, nienawidził się uczyć. A całym sercem kochał dokuczać Albusowi. Ich kuzyn, Fred, był największym przyjacielem Jamesa. Tych dwoje nazywali następcami legendarnych Freda i Georgea Weasleyów. No, cóż matka Jamesa była ich siostrą, a Fred, dzieckiem Georgea. Niestety, Fred Weasley senior zginął w bitwie o Hogwart. Kumpel Jamesa bardzo go podziwiał.
- No wstaaaaaaję!- ziewnął Albus
- Jedziemy z wujkiem Ronem i Rose.
- Och! To super!- Rose była jego najlepszą ( i jedyną ) Przyjaciółką. Był jeszcze Hugo, ale on ma tylko 7 lat... Zanim się obejrzał, siedział w starym BMW wujka Rona. Stare, ale jare.
- Ulica Pokątna! - Wrzasnął Pan Potter. Albus poczuł, że unoszą się w powietrze. Przez dziesięć minut rozmawiali czy rozsądnie było zrobić matkę Albusa (Ginny) kapitanem Harpii z Holyhead.
Kiedy wylądowali, wszyscy rozeszli się w swoją stronę. Ginny poszła z Jamesem do sklepu Madame Malkin, Ron z Rose wybrali się do Esów i Floresów, a Albus i Harry Poszli po różdżkę. Ollivander przeszedł na emeryturę z 10 lat temu, ale chyba był winien Harry'emu jakąśprzysługę
- Proszę... oto co pan zamawiał, panie Potter. To różdżka o potężnej magicznej mocy. Zaiste! Bardzo potężnej... ale czy pańskiemu synowi będzie pasować, tego nie wiem... jeśli nie... coż, przeżyję, ale będzie mnie musiał rozbroić. Czarny bez i pióro feniksa... 13,5 cala... wypolerowana... moc... nie wygląd, jest zupełnie inny, ale moc... jest większa niż w samym berle śmierci!
- Albusie... proszę cię, machnij tą różdżką...
-OK- Chłopak ją wziął i machnął. Stara rudera w której kiedyś pan Ollivander urzędował naprawiła się... Przed nimi ukazało się piękne, bogato urządzone wnętrze pokoju.
- O mój Boże! Panie Potter! Bez wątpienia jest pan wielkim czarodziejem. Tak potężna różdżka nie wybiera byle kogo...
- Ile płacę?
- Ależ nic, Harry Potterze! Miałem u pana dług i go spłaciłem... oczywiście zrobię różdżkę dla małej Lily...
- Ale...
- Żadnych ale! Nie przyjmę od pana ani knuta! A Propos, może herbaty?
- Nie... musimy dziś skończyć zakupy.
- Do zobaczenia, panie Potter
- Do widzenie, panie Ollivander i dziękuję!
Opuścili sklep. Udali się do Madame Malkin i do Esów Floresów. Byli również u Trlightfuta, u niego można kupić najlepsze kociołki i składniki potrzebne do warzenia eliksirów.
- Ale, tato! Na liście nie ma czegoś takiego jak BEZOAR.
- Zaufaj mi. Nawiasem mówiąc, kiedy Profesor Darvy każe wam przygotować antidotum, po prostu pokarz mu bezoar.
- No dobra... - Nagle wytrzeszczył oczy na gablotę z markowym sprzętem do quidditcha.
- A i jeszcze jedno... mama zostawiła 50 galeonów... kup sobie prezent... to prezent od niej ode mnie to...
- Tato, to PIORUN!
- Skąd wiedziałeś?
- Ja... CO? Mówiłem ci tylko, że tam leży Piorun...
- Aaaaa... czyli sam się wygadałem... w każdym razie.... proszę... - Pan Potter machnął krótko różdżką i pojawiła się miotła najlepsza na całym świecie...
- Za pieniądze od mamy kupię sobie sowę... zawsze chciałem mieć sowę.
- Jak ją nazwiesz?
- Hmmm... może Seeker?
- Seeker?
- No... to znaczy szukający...
- Dobrze wiem co to znaczy...
- Ja... ja chciałbym być szukającym... - powiedział cicho Albus
- Wspaniale! Masz no ty szczęście, że masz moje geny... możemy poćwiczyć
- Super!
Godzinę później wszyscy pakowali się do auta wuja Rona. Albus wybrał pięknego Puchacza. I nazwał go Seeker. James pękał z zazdrości gdy zobaczył nowego Pioruna Albusa. I było mu z tym bardzo dobrze.