Euforia gryfonów po wygraniu meczu trwała tydzień. Albus był najlepszy w klasie. Magna invalescit in aeternum zrobiła swoje. Chłopak siedział w pokoju wspólnym i dokładnie notował w pamięci Evicha zsiadającego z miotły po przegranej. Czarne włosy miał potargane, a szare oczy wyrażały wielki smutek. P r a w i e zrobiło mu się go żal, ale po tym jak nazwał Treya po ostatniej lekcji obrony przed czarną magią, zmienił zdanie całkowicie, nazwał go "Śmieciem Półkrwi". Tego mu nigdy nie przebaczy. Nagle przez okno wleciał Seeker. Puchacz usiadł mu na ramieniu. Albus wyjął list z dzioba ptaka i pogłaskał go. Otworzył list.
Drogi Albusie!
Chciałbym abyś zaczął dodatkowe lekcje z transmutacji, obrony przed czarną magią, zaklęć i eliksirów, ponieważ dotychczasowy program jest, że tak powiem ponad twoje zdolności. Po Magna invalescit in aeternum na pewno znasz wszystkie zaklęcia, ale rzucić potrafisz tylko te prostsze. Twój tata, Profesor Darvy, Profesor Wierfs, Profesor Cherks i Profesor Pleasantiusz wyrazili na to zgodę, lecz Twoje pozwolenie jest najważniejsze. Przyjdź do mnie o 19.00. Hasło do chimery to "Czekoladowa żaba".
Do mojego ulubionego ucznia, Alberhoft Dumbeldore
PS Nie mów nikomu, że jesteś moim ulubieńcem. Stracę na reputacji :) Albus zachichotał. Była za dziesięć dziewiętnasta. Kierował się ku chimerze. Stanął przed nią i niepewnie powiedział "Czekoladowa żaba". Chimera ożyła. Wszedł na górę po schodkach. Nagle, stanął w dużym, przytulnym pokoju. Za biurkiem siedział nie kto inny jak sam Dumbeldore. Na jego widok chłopiec uśmiechnął się. - Witaj Albusie, proszę, usiądź. Herbaty? Soku z dyni? - Po proszę sok. - dyrektor machnął krótko różdżką. W powietrzu zawirowała taca ze szklankami i dzbankiem. Dumbeldore ściągnął ją na dół. Albus upił łyk. Smakował wyśmienicie. - Tak więc... zgadzasz się? - Cóż... długo nad tym myślałem i stwierdziłem, że w sumie tak. Ale jest warunek. - Jaki to warunek? - Że nie będzie mieszało się z treningami quidditha!- obaj się roześmiali. - Dostanę jakiś plan? - No cóż... ogólnie rzecz biorąc to tak. - znów machnął różdżką. Tym razem pojawił się arkusz pergaminu. Albus wziął go do ręki. - Zajęcia będą odbywać się w godzinach wieczornych - powiedział dyrektor. Chłopka przeczytał plan: Poniedziałek: 18:00 Transmutacja Wtorek: 17:00 Zakęcia 19:00 Obrona przed czarną magią Środa: 18:30 Eliksiry Czwartek: 17:45 Obrona przed czarną magią 19:00 Zaklęcia Piątek: 16:00 Transmutacja 17:15 Eliksiry UWAGA! PAN POTTER BĘDZIE ZWOLNIONY ZE WSZYSTKICH PRAC DOMOWYCH Z PODSTAWOWYCH PRZEMIOTÓW (czyli OPCM, Eliksiry, Transmutacja, Zaklęcia) - Dziękuję proszę pana. Kiedy zaczynam? - W poniedziałek. - Ten, który będzie już jutro czy następny? - W ten, który będzie już jutro. - Do widzenia. - Do zobaczenia, Albusie. - Kiedy chłopiec wyszedł z gabinetu, od razu pobiegł do wieży. - Hasło? - spytała Gruba Dama - Proxsim Heardes. - Portret uchylił się. Scorpius i Trey siedzieli w fotelach przy kominku. Oboje odrabiali eliksiry. - Gdzie byłeś, stary? - zapytał Trey. - U Dumeldora! - przyjaciele wytrzeszczyli oczy. - Co się stało? - zapytał w końcu Scorpius. - Mam mieć dodatkowe lekcje - i podał im pergamin. Przyjaciele zatrzymali się na wersie "UWAGA! PAN POTTER BĘDZIE ZWOLNIONY ZE WSZYSTKICH PRAC DOMOWYCH Z PODSTAWOWYCH PRZEMIOTÓW (czyli OPCM, Eliksiry, Transmutacja, Zaklęcia)" - Nie będziemy mogli od ciebie ściągać - powiedział z żalem Mike. - Która godzina? - zapytał Scorpius - 19:30 - odpowiedział Albus - O kucze! O 19:40 trening! - I zaczęli się szybko ubierać. Około 19:35 uznali, że nie zdążą, więc wyszli na dziedziniec i... polecieli. To było cudowne uczucie. Dotarli na miejsce kilka sekund przed pierwszym gwizdkiem. - Mieliście szczęście! - zawołał Rapidy. Trening był zwyczajny, tak zwyczajny, że Albus bardzo się ucieszył na końcowy gwizdek. W szatni kapitan dał swoją długą, typową przemowę. - Za miesiąc jest mecz z krukanami. Jeśli będziemy ćwiczyć, pokonamy ich. Zarządzam jutro 2 godzinny trening. o... - Albus wstrzymał oddech. - 16.00. - chłopak odetchnął z ulgą. Wrócił do wieży razem z Scorpiusem i Treyem. Na korytarzu na 4 piętrze usłyszeli jak ktoś bełkocze. - Dom na plaży... Piorun... słońce... palmy... willa... - okazało się, że to ślizgon z 4 klasy, Albert Malmak.
- Malmak! Dobrze się czujesz? Wyglądasz jak byś zwariował...- powiedział Scorpius.
- Galeony... uczty... władza...
|
- Po kogo?
- Idź do pani Bones, ale jeśli spotkasz kogoś na drodze to go przyprowadź!- 5 min później Scorpius przyszedł z... Dumbeldorem.
-Co się stało?
-TO.- Albus wskazał na Malmaka
- Sława... mądrość... chwała... - Dumbeldore machnął różdżką i wyczarował nosze.
- Panie Stountrey, panie Potter, proszę zanieść naszego marzyciela do skrzydła szpitalnego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz