- Al! Hej! AL! - krzyknął Fred, przyjaciel Jamesa. - do wieży odprowadzi was moja siostra, Roxie.
- To... super! - powiedział zdziwiony Albus. Fred się roześmiał
- Super? Stary, to powód do śmiechu! Prefekt! Ha, ha, ha...
- Pierwszoroczni! Za mną! - Krzyknęła tryskająca samozadowoleniem dziewczyna. Poprowadziła ich do portretu grubszej kobiety.
- Pierwszoroczni! To jest portret, który my nazywamy portretem grubej damy. Trzeba jej podać hasło, a ona was wpuści do pokoju wspólnego. Przez następny tydzień hasło to Godryk. Godryk. - powiedziała siostra Freda, tym razem zwracając się do kobiety cierpliwie czekającej aż skończy. Portret uchylił się i znaleźli się w przytulnym pokoju z wysiedzianymi fotelami i trzaskającym wesoło ogniem w kominkach.
- Sypialnie dziewcząt są po prawej, chłopców po lewej. Wasze rzeczy już tam na was czekają...
- Uwaga, uwaga! Jutro są sprawdziany quidditha. Przyjmuję pierwszorocznych! - Krzyknął wysoki chłopak. - Kapitan gryfonów, Jake Rapidy.
- Och, zamknij się, Rap! - krzyknęła rozeźlona pani prefekt.
- Jutro o 16.00! Narka! I pobiegł do swojego dormitorium.
- Ach... ciężki przypadek. Dobranoc! - powiedziała. Albus, Scorpius, Trey i kilka innych chłopców z przydziałem do Gryffindoru poszli na górę.
- Edmund Thomas. - Przedstawił się chłopiec o czekoladowej cerze.
- Will Finniagan. - Powiedział chudy chłopiec z brązowymi włosami.
- Steve Cockiedy. - rzekł ważnym tonem tęgi chłopak o słomkowych włosach.
Przyjaciele przedstawili się także ( "Albus POTTER? Na pewno POTTER?! Syn Harry'ego Pottera?!).
- Will, co jutro mamy? - Zapytał Scorpius.
- Zielarstwo z krukonami, 2 godziny obrony przed czarną magią ze ślizgonami.Transmutację... znów z krukonami! Transmutacji uczy Gregory Pleasantriusz. Podobno jest nawet miły. Ale, jest opiekunem Slytherinu. Spokojnie, spokojnie, jest ponoć uczciwy. - dodał widząc zaniepokojone twarze kolegów.
- Biedni puchoni. mają transmutację z mutantami - powiedział Al. Reszta zachichotała - ze Slytherinu
- Zgłaszacie się do drużyny? - zapytał Edmund.
- Na szukającego - powiedział Albus
- Na obrońcę - rzekł Scorpius
- Pałkarz - rzucił krótko Trey.
- Ja nie. Quiddith jest dla prostaków - odparł przemądrzałym tonem Steve.
- Ja nie potrafię grać. Ale fajnie jest patrzeć. - powiedział Will.
- Spoko.
- A ty? - zapytał Trey.
- Ja? Tak jak Will... nie umiem grać.
- Nie wiem jak wy, ale ja idę spaaaać...- ziewnął Albus
- Dobranoc.
- Branoc
- Do zoba jutro. - I wszyscy zasnęli.
- Al! Wstawaj chłopie! - to był Scorpius. Kiedy Albus otworzył oczy, wyszczerzył do niego zęby.
- Pierwszy dzień szkoły! - Kiedy przyjaciele wstali, umyli się i zjedli śniadanie, poszli na dziedziniec.
- Dzień dobry uczniowie - powiedział Neville.
- Dzień dobry profesorze Longbottom! - Odpowiedzieli gryfoni i krukoni.
- Dziś rozsadzamy kruktonusy. Kto mi powie co to jest? - Ręka Rose wystrzeliła w górę.
- Tak, panno... Weasley?
- Kruktonusy to roślina, która paraliżuje gdy tylko się ją dotknie. Wydziela także usypiający jad, główny składnik wywaru żywej śmierci!
- 20 punktów dla Gryffindoru! Tak, Kruktonusy mają takie właśnie zastosowania. Proszę założyć rękawice ze smoczej skóry. - ta lekcja polegała na rozsadzaniu trujących roślin. Krukon Adrien Velumsy, klasowy niezdara, nie włożył rękawic ochronnych. Został sparaliżowany.
- Proszę być cicho. Idę z panem Velumsy do skrzydła szpitalnego. I wyszedł. Zostawił dziwną bańkę w powietrzu, więc uczniowie woleli siedzieć cicho. Obrona przed czarną magią w porównaniu do zielarstwa była dość nudna. Profesor Wierfs mówił że na następnych zajęciach będą poznawali zaklęcie Riddiculus. Jak na razie miał to być "wstęp". Profesor Pleasantriusz nauczył ich zaklęcia Vivamus. Z papierowego talerzyka powstawał samolocik. Z papieru. O 16.00 Albus, Trey i Scorpius poszli na boisko na którym był już Rapidy, James i pół tuzina innych gryfonów i gryfonek.
- Potter! Na mój gwizdek lecisz i łapiesz znicz. Najpierw odczekaj minutę. Kto z twoich konkurentów i ciebie będzie miał najlepszy czas, wygra. Hearder! Wypuść znicz. - Albus odczekał minutę. Rozległ się gwizdek. Chłopak mocno odepchnął się nogami od ziemi. Zauważył złoty błysk przy pętli. Podleciał tam, jak najszybciej się dało. Znicz podleciał w dół. Zanurkował. Poderwał się w ostatniej chwili. Znicz był 1m od niego. Albus wychylił się i miał go w ręce!
- Brawo, Potter! Masz wrodzony talent! 1 minuta i 20 sekund! Brawo! - Bohater postanowił poczekać na przyjaciół. Scorpius obronił wszystkie gole. Był w tym naprawdę dobry. Trey celował we wszystko w co kazał celować mu Rapidy. James strzeli 15 goli jakiemuś 2 roczniakowi. Albus z napięciem czekał na wyniki.
- Pałkarzami są... Mike Stountrey! - Albus i Scorpius pogratulowali Treyowi, który skakał jak oszalały. - I nasz stary i mocny pałkarz Roger Gymrys! Ścigający to... Ja, James Potter - brat Albusa zawył ze szczęścia. - i... nasz stary kolega Bruce Colington! Obrońca to... Scorpius Malfoy! - "Brawo" zawołał do kolegi Trey który odbierał swoją szatę z szerokim uśmiechem. Szukający... to Albuuuus Poooter! - zawył Rapidy
- Taaak! - Zawołał Albus i poszedł odebrać szatę. " Będzie drużyna pełna znajomych " - pomyślał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz