lolek

https://www.youtube.com/watch?v=YxIiPLVR6NA&autoplej=1&kolorek=ff244a&lup=1&typek=3

środa, 29 października 2014

Lew Rozdział XV

Albus chwycił różdżkę i Mapę Huncwotów. Rzucił na siebie zaklęcie kameleona i pobiegł na 8 piętro. To co tam zobaczył, odebrało mu mowę. Przy schodkach leżał lew. Był jakby z mgły - dodatkowo świecił złotą poświatą.
- Panie... wreszcie cię znalazłem. - powiedział lew głębokim głosem.
- O... o co ci chodzi lwie?
- Czuję w tobie JEGO krew.
- Co? Ja nikogo nie zabiłem!
- Nie NA tobie. W tobie.
- A tak w ogóle... kogo?
- Jak to kogo? Pana Gryffindora!
- To ty jesteś tym lwem! Ale... dlaczego ja pamiętam to spotkanie? To sen?
- Ależ ty jesteś jesteś jego Prapraprapraprapraprawnukiem!- Albus był w szoku. Ale to miało SENS. Ojciec powiedział mu przecież, że nim jest. Tylko... synonimowo.
- Ależ lwie... ja nie mogę w to uwierzyć.
- Nie wierz, panie. Mów co mam robić.
- Ja... cóż. Czy potomkowie Gryffindora mają jakieś dodatkowe moce?
- Och, widzę, że interesuje cię potęga. Mimo, że i tak jesteś potężny. Zaiste, bardzo potężny. No więc jest Wielka Trójka G., czyli trzy zaklęcia wymyślone przez mego pana głównego. Czyli pana Godryka. No więc jedno z tych zaklęć to Kontrola Zwierząt. Pan zawsze kochał zwierzęta, szczególnie lwy, ale to nie istotne - kot wypiął dumnie pierś. - To zaklęcie polega na skupieniu potęgi ciała, ducha i umysłu. Wtedy można osiągnąć stan kontroli - czyli można kontrolować wszystkie zwierzęta. WSZYSTKIE Drugie, też bardzo trudne zaklęcie to Fugite . Można wtedy latać, nawet bez miotły. Ostatnie, bardzo krwawe, śmiertelne i przerażające to zaklęcie oczu. Gdy przez wiedzę magiczną, osiągniesz wiedzę nieskończoną, możesz oczami sprawić poharatanie istoty na trzy części. W taki sposób Inisus zabija: zaklęciem oczu.
- Chcesz powiedzieć, że Inisus to... - zapytał przerażony Albus
- To pański cioteczny pradziadek od strony matki.
- Święty Gryffindorze! On zabił tyle ludzi i jest moim dziadkiem?
- Ciotecznym pradziadkiem od strony matki. - Poprawił lew.
- Jasne... a tak w ogóle jak masz na imię?
- Layorderdeserd. Możesz mówić na mnie Lay.
- Albus.
- Wiem.
- Aha.

czwartek, 17 kwietnia 2014

Sekret Jamesa Rozdział XIV

... James z gryfonką z jego rocznika, Vickey Versne (francuzką). Nie że normalnie rozmawiali, oni się  c a ł o w a l i !
- Yyy... James? - powiedział Albus z trudem powstrzymując wybuchnięcie śmiechem. On nie zareagował, był zbyt pochłonięty tym co robi. Al nie wytrzymał. Wybuchnął śmiechem.
- Jamesie Syriuszu Potterze! Co ty ROBISZ?! - zawołał płaczący ze śmiechu brunet. Dopiero teraz trzecioklasista zareagował. Odskoczył od dziewczyny jak oparzony.
- Nie mogliście się umówić do Hogsmade? - zawołał tarzający się ze śmiechu Albus.
- Co ty robisz w klasie od zaklęć o tej porze? - zapytał niepewnie Jim. Albus uniósł brew.
- Mam dodatkowe zaklęcia.
- Jammy, mówileś, że o tej porze pusto tu! - krzyknęła Vickey z francukim akcentem.
- Przepraszam, kotk... - Albus przerwał mu.
- Proszę, nie mówcie do siebie "kotku", bo zwymiotuję...- jego starszy brat nie wytrzymał.
Martiocedio! - Al stał nie wzruszony.
- Naprawdę jesteś takim idiotą? Każdy głupi wie, że te płomienie są niegroźne. - zarymował. Do klasy weszła prof. Cherks, akurat po ugaszeniu zimnych płomieni przez Albusa.
- Potter, Versne, co tu robicie? Mam lekcje z Alem. Do dormitorium, ale już!
- Dobrze proszę pani. - powiedział James. Odeszli. Lekcja była dość ciekawa. I obrzydliwa. Albus nauczył się rzucać zaklęcie na wymioty. Kiedy szedł do wieży nie spotkał nikogo. W pokoju wspólnym zastał Scorpiusa i Treya. Odrabiali zielarstwo.
- Cześć Al! Jak było na zajęciach?
- Yyyy... obrzydliwie.
- Dlaczego?
- Z dwóch powodów. Uczyłem się zaklęcia na wymioty.
- Fuuu! - zawołał Scorpius
- A druga rzecz?
- James się całował w klasie jak do niej poszedłem!- powiedział.
- CO?! - zawołał Trey. On i Scorpius krztusili się ze śmiechu.
- Oemgie, wy ciągle odrabiacie zielarstwo?
- Jak jesteś taki mądry, to powiedz coś o Vomitusach. - Albus zareagował śmiechem.
- Wywołują wymioty.- powiedział krótko.
- Haha, ale śmieszne! My nie oberwaliśmy zaklęciem niedorozwiniętego umysłowo ślizgona! - zawołał zirytowany Trey. Albus nie zareagował.
- Idę się przejść. - powiedział w końcu. Pobiegł po mapkę, rzucił na siebie zaklęcie kameleona i zanim się obejrzał, siedział przy "ołtarzu". Godziny mijały jak minuty, minuty jak sekundy, sekundy jak nanosekundy, nanosekundy jak... coś jeszcze mniejszego. Słowem, siedział tam do północy. "Dziwne, widzę przed sobą zielone światło" pomyślał. Po czym wzruszył ramionami. Dotarł do wieży.
- Lwia odwaga. - mruknął. Portret grubej damy uchylił się. Al myślał, że nikogo nie zastanie, ale w pokoju wspólnym siedział James i... no właśnie. Vickey. To było bardzo idiotyczne miejsce, jak na romantyczny wieczór, zwłaszcza, że jakiś uczeń mógłby zejść po wodę. Al wyminął ich cichcem. Jakim cudem? Rzucił na siebie zaklęcie ciszy. Inaczej zapewne obudziłby wszystkich z Gryffindoru swoim histerycznym śmiechem. W dormitorium spali PRAWIE wszyscy. Scorpius i Trey siedzieli na łóżkach. Gdy zobaczyli Ala, zaniemówili.
- Po pierwsze. Gdzie byłeś?
- Na spacerku.
- Po drugie. Przyszedł do ciebie list.
- Ok,
- Po trzecie. Chłopie! Oczy ci świecą! - szepnął Trey.
- CO?! - Faktycznie, w pokoju było dziwnie jasno. Nagle Scorpius wybuchnął śmiechem.
- Jakim zaklęciem to zrobiłeś? Ja też tak chcę!
- Ale ja tego nie zrobiłem! - zawołał Al. - Co nie zmienia faktu, że jest takie zaklęcie.
- Oki, oki. Nie tłumacz się już. Otwórz list. Albus otworzył złotą kopertę, wyjął szkarłatny pergamin zapisany złotym tuszem.

                        otkajmy się przy wejściu na strych, jutro o północy. Bądź sam.

                                                  ***************************
Sorry, że tak krótko, ale zabrakło mi weny na rozwinięcie. Co do początku, zrobiło mi się niedobrze  XD .

niedziela, 13 kwietnia 2014

Lew, borsuk, kruk i wąż Rozdział XIII

Albus nareszcie wyszedł ze skrzydła szpitalnego. Miał rękę na temblaku i bardzo szybko się męczył.  Pani Bones powiedziała, że nie zagrozi to jego mocą w przyszłości, ale na razie (przez następne dwa miesiące) nie może grać w quidditha i nie może chodzić na dodatkowe zajęcia (też przez dwa miesiące). Cóż, może wyzdrowieje przed wielkim finałem! Bardzo martwił się jednak słowami Dumbeldorea, tymi, które wskazują na to, że jeżeli nic nie zrobi ze sprawą lwa, nie ma co liczyć na 2 rok w Hogwarcie, nie mówiąc już o odznace prefekta i wypadów do Hogsmade. Albus musi zacząć działać! Nie może pozwolić, żeby przez jakiegoś głupiego lwa zamek przestał istnieć! Mimo zakazu chodzenia na dodatkowe zajęcia, Al i tak nie musi odrabiać lekcji. Uzdrowicielka nakazała mu w tym czasie odpoczynek. Ale on musi rozwiązać zagadkę! Włóczył się po szkole w dzień i w noc z Mapą Huncwotów, uprzednio rzucając na siebie zaklęcie kameleona (Chamaeleonitus!) Nic jednak nie znalazł. Ani lwa, ani nic. A może go spotkał, tylko tego nie pamięta? Ale i tak się nie podda! Odnajdzie przejście do wieży! Był wieczór, wszyscy poszli już spać. Albus smacznie spał. Miał bardzo dziwny sen:
 
Pewien brunet na pierwszym roku w Hogwarcie szwendał się po korytarzach. W jednej ręce trzymał Mapę Huncwotów, a w drugiej różdżkę, z której sączyło się światło. Na mapce zauważył, że woźny Weborde zbliża się miejsca w którym aktualnie przebywał.               
- Nox - mruknął do różdżki. Zaszył się w koncie. Ręka na temblaku go zabolała, syknął cicho. Pech chciał, że woźny, który akurat przechodził, usłyszał to.
- Jest tu kto? - zawołał. Czekał minutę, po czym wzruszył ramionami i poszedł dalej. Brunet odetchnął z ulgą. Aktualnie zmierzał na strych, na mapce zauważył coś intrygującego, mianowicie "Ołtarz". Chciał się dowiedzieć co to jest. Był już na 8 piętrze, czyli na ostatnim. Znajdował tu się jedynie pokoik woźnego, ale ten akurat sprzątał wielką salę. Uczeń odnalazł klapę na strych.
- Alohomora! - kłódka błyskawicznie odskoczyła. Schodki zjechały na dół. Uczeń wszedł po nich na górę. Zobaczył przed sobą "ołtarz". Coś cudnego! Był to szklany witraż przedstawiający 4 założycieli Hogwartu razem z ich "pupilkami": Godryk Gryffindor z lwem i swoim mieczem, Helga Hufflepuff z borsukiem i swoją czarką, Rowena Rawenclaw z krukiem na ramieniu i diademem na głowie i Salazar Slytherin z młodym bazyliszkiem i medalionem na szyi. Bazyliszek jednak wyglądał jak zwykły wąż, taki był mały, młody
- Chamaeleonitus! - szepnął brunet. Ołtarz stał się niewidzialny.
- Muszę sobie zapamiętać... stoi obok beżowego krzesła i rzeźby lwa. - i wyszedł zacierając wszystkie ślady swojej obecności. Jego zielone oczy świeciły w ciemności. Jakim cudem? Nikt się tego nie dowie... a może?

Albus obudził się ciężko dysząc. Była 1:00 w nocy. Mimo kilku godzinnego snu, czuł, jakby w ogóle nie spał. Próbował zasnąć, bezskutecznie. Postanowił sprawdzić ów ołtarz. Wziął różdżkę i wycelował w siebie:
- Chamaeleonitus - mruknął. Chwycił mapę Huncwotów.
- Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego - wyrecytował. Woźny sprzątał w wielkiej sali, a po za tym wszyscy byli w swoich łóżkach. Chłopak wyszedł z dormitorium na palcach. Nie chciał nikogo budzić. "Ciekawe, w moim śnie też sprzątał w wielkiej sali" - pomyślał, po czym wzruszył ramionami - "Przypadek!". Lecz w jego głowie rozbrzmiały słowa - "Nie sądzę". Był już na 7 piętrze. Zerknął na mapę. "Oh mean! Zapomniałem, że Roxie ma dziś patrol". Ale spokojnie. Była na 2 piętrze w klasie transmutacji. Bóg wie, co ona tam robiła. Albus był już na 8 piętrze. Odnalazł klapę, otworzył ją, wszedł na górę. Jego oczom ukazał się stary strych, nie używany od wieków. Chłopak rozejrzał się. Zauważył beżowe krzesło i po drugiej stronie pokoju, rzeźbę lwa.
- Homenum revelio! - ukazał mu się ołtarz. Był jak z tego snu! Świetny! Albus wpatrywał się w niego godzinami. Była 5:23 dokładnie, gdy opuścił strych. Oczy mu świeciły. Ale było już jasno, więc tego nie zauważył. Poczuł się silny! Po co on miał tą rękę na temblaku? Około 8:00 poszedł do pani Bones, która była bardzo zaskoczona, jak ręka się trzyma. Zdjęła gips i zapytała się pana Pottera czy może on kontynuować dodatkowe zajęcia i quiddith. O dziwo... zgodził się! Albus był bardzo szczęśliwy. Właśnie szedł na dodatkowe zaklęcia. Profesor Cherks jeszcze nie było ale był tam...

piątek, 11 kwietnia 2014

Zagrożenie Rozdział XII

Ferie świąteczne pomału się kończyły. Jutro mieli pojechać do Hogwartu. Albus dwa razy ograł ojca w "Quiddith - strategia, szybkość, umiejętność". Fałszoskop bardzo mu się przydał, a Jamesa doprowadzał do szału. Wystarczy, że Albus wyjął go przy obiedzie, a zaczął migać na czerwono. No właśnie... ale co z obiadem było źle? Tak się składa, że James lubił wrzucać różnego rodzaju wymiotki pomarańczowe, krwotoczki truskawkowe i wiele, wiele innych paskudstw do obiadu brata. Książka pod tytułem "Fascynujący świat mugoli" była tak nudna jak wszystkie lekcje profesora Binsa razem wzięte, czego nie można było powiedzieć o "Dziesięć kroków do Prefekta Naczelnego" i "Wszystko o Quiddithu". Albus postanowił, że będzie prefektem. Punkt nr 1 to "Podlizywanie się nauczycielom". Hmm... da się zrobić. I tak jest najlepszy w klasie. Gorzej było z punktem nr 8. "Donoś na zachowania niezgodne z regulaminem szkolnym. Nawet jeśli to twoi koledzy". Na Evcha można spokojnie donieść. Ale na Scorpiusa czy Treya... już gorzej. Z książki "Wszystko o Quiddithu" dowiedział się, jakie manewry wykorzystać w jakiej sytuacji. Jeśli chodzi o sweter od babci, nigdy go już nie włoży. Na mapie Huncwotów zauważył, że Steve często siedzi w skrzydle szpitalnym przy tej krukonce, Sarah Smive. Ciekawe... Mimo tego wszystkiego, Albus naprawdę się nudził. W końcu postanowił, że poćwiczy quidditha. Może zobaczy jak wyjdzie mu Zmyła Sedcimsa. Wyszedł na boisko. Dosiadł swojego Pioruna, odepchnął się nogami od ziemi i leciał. Poczuł się wolny. Wypuścił znicz. Poleciał do niego. Nachylił się i nagle dopadł go straszliwy ból. W końcu stracił przytomność.
- Nie możliwe... Cruciatus u nas w dworku?
- A jednak! A może...
- Chyba nie myślisz, że to Inisus?
- Może.
- NIE! Nie wpuściłbym do dworku Richarda Inisusa! Nigdy!
- Jeśli chodzi o zbrodnie, to Inis przewyższa samego, kochanego Voldzia.
- Myślisz, że on żyje? Inisus? Słyszałem, że stworzył 9 Horkruksów! No a cząstka duszy w jego ciale daje 10 hmm... żyć.
- Nie możliwe...
- A jednak!
- Nie...
- TAK! - Albus wracał do siebie. Był w skrzydle szpitalnym. Obok stał wujek Ron i jego ojciec.
- Ile tu leżę? - zapytał z nienacka Albus. Wujek Ron podskoczył ze strachu, natomiast pan Potter odpowiedział:
- Tydzień.
- Co? Dlaczego? Gdzie moje rzeczy? I co to za Inisus?
- Tak więc... co. A to, że zostałeś potraktowany Cruciatusem gdy ćwiczyłeś quidditha. Dlaczego. Dlatego, że wiedziałem, że tak młody organizm nie wróci do zdrowia za szybko. Twoje rzeczy są w tej szafie - wskazał na biały mebel. - Co do Inisusa, nie mogę ci powiedzieć.
- Ok. Wziąłeś mi moje wszystkie prezenty ze świąt? - zapytał Albus
- Nie.
- Czego nie wziąłeś? - zapytał z rozpaczą w głosie chłopak.
- Sweterka od babci... - powiedział pan Potter. Na to cała trójka wybuchnęła śmiechem.
- A wy jaki kolor dostaliście? - zapytał zaciekawiony dzieciak. Wujek zwiesił głowę.
- Kasztanowy. - Harry parsknął śmiechem.
- Ja dostałem błękitny. - powiedział.
- Tobie zawsze daje najlepsze kolory... - powiedział Ron. Albus spróbował wstać.
- Hola, hola! Kolego! Nie tylko dostałeś Cruciatusem, ale i spadłeś z 50 stóp! A potem próbowali cię dobić Sectusemprom. Dobrze, że stałem w oknie, bo bez szybkiego zaklęcia Episkey nie przeżył byś. Szkoda, że ci ludzie byli w kominiarkach!
- A kiedy wyjdę? - zapytał naprawdę przerażony Albus.
- Niedługo, ale nie będziesz mógł grać w quiddi...
- NIE! JA  M U S Z Ę  GRAĆ! JEŚLI NIE BĘDĘ TEGO ROBIĆ, PUCHONI WYGRAJĄ FINAŁ! ROZUMIESZ? PUCHONI!
- Albusie Severusie Pot... - zaczął pan Potter, ale syn brutalnie mu przerwał.
- To niemożliwe... ja MUSZĘ grać!
- Twoje zdrowie i kości są teraz bardzo kruche! Wystarczy, że dostaniesz tłuczkiem, a możesz złamać sobie kręgosłup!
- Pani Bones umie naprawiać pęknięcia, złamania...
- Wiem, ale kiedy to tak ważna część ciała, bardzo boli. A nie pozwolę ci na więcej bólu. Zawiodłem jako ojciec, tam w ogrodzie.
- Wcale nie! Pozwól mi grać. - Albus zrobił maślane oczy.
- Nie.
- Proszę...
- NIE! To moje ostatnie słowo.
- A co wy tu robicie?- zapytał nadąsanym tonem chłopak.
- Będziemy mieć wykład o pokonaniu Voldka. - powiedział znudzonym tonem wujek Ron. - Co roku mamy takie gów...
- Ron!- krzyknął pan Potter.
- Eee... takie nudy. - powiedział zdezorientowany rudzielec. - Zastanawia mnie jedno. Skoro ktoś chciał zabić Ala, to dlaczego po prostu nie strzelił w niego Avadą? - zapytał wujek.
- No właśnie, no właśnie... - odparł pan Potter. - idziemy, Ron. - i wyszli. Albusa codziennie odwiedzali przyjaciele. Rose prawie go udusiła ("przytuliła"). W noc tuż przed opuszczeniem skrzydła szpitalnego wniesiono bełkoczącego chłopaka. Albus od razu poznał ten głos. Na łóżku obok leżał Anthony Evich. W pokoju był jeszcze Dumbeldore, pani Bones i... Harry Potter.
- Własna wyspa... władza... chwała...- bełkotał co bełkotali zwykle bełkoczący. Potem jednak:
- Unicestwienie Albusa Pottera... własny horkruks... przyłączenie się do Inisusa... - Wszyscy w pokoju byli w szoku, kiedy zaczął gadać o tych wszystkich złych rzeczach. Tylko co to horkruks?
- H-horkruks? Jego powinno się odizolować od innych uczniów! Do Inisusa? Zwariował! - krzyczał Dumbeldore. Pani Bones nałożyła opaskę na usta Evicha (to był nowy patent na stłumienie bełkotów w skrzydle szpitalnym) mówiąc:
- Ciszej! Obudzi pan  Albusika! Biedaczek! Dostać Cruciatusem w tym wieku...
- Jedno jest pewne, moi drodzy. Jeśli te ataki nie ustaną, to będzie koniec Hogwartu. 

środa, 9 kwietnia 2014

Boże Narodzenie w rezydencji Potterów Rozdział XI

Albus, Scorpius i Trey właśnie wsiadali do ekspresu Hogwart - Londyn. Był 24 grudnia. Właśnie szukali wolnego przedziału i natknęli się na prawie pusty z tyłu. Siedziały tam jedynie Rose i jej przyjaciółka Sylvie Lagrene.
- Można się dosiąść? - zapytał Scorpius.
- Oczywiście - powiedziała Rose. W podróży wykorzystali ostatnie chwile, kiedy mogli korzystać z magii. Grali w eksplodującego durnia i gargulki. Nie zauważyli jak szybko minął czas.
- Coś z wózka? - pora obiadowa.
- 2 czekoladowe żaby - Sylvie
- 4 czekoladowe żaby i 1 pasztecik z dyni - Rose
- Fasolki wszystkich smaków - Trey
- Lukrecjowa pałka i 3 czekoladowe żaby - Scorpius
- 6 czekoladowych żab, 2 lukrecjowe pałki, fasolki wszystkich smaków i musy-świrusy - Albus. Zapłacili i czarownica poszła do sąsiedniego przedziału.
- Musisz być głodny... - powiedział Scorpius z rozbawieniem patrząc na pochłaniającego słodycze w zastraszającym tempie bruneta.
- Jeszcze jak! - zawołał zielonooki. Doszedł do czekoladowych żab.
- Kolejny Albus Dumbeldore, Ron Weasley, Hermiona Weasley, Grindelwald, Roman Fortik... O! karta Fravourie! Nie no, nie wierzę! HELGA HUFFLEPUFF! Brakuje mi tylko Ravenclaw!
- Ale cool! - zawołała Sylvie.
- A wiesz, że Albus ma już Slytherina i Gryffindora?
- Nie no, poważnie? Wymień się - nalegała Rosie
- Żartujesz? Zobacz co jest na drugiej stronie tego cuda!
- "Jedyny egzemplarz na świecie", czyli się nie wymienisz? - zapytała rozgoryczona Rose
- Yyyy... nie. - Ruda ciężko westchnęła. Szkoda.
- No proszę! Kogo moje oczy widzą. Szlamę ze zdrajczynią krwi. - do przedziału wszedł Evich w towarzystwie Goyla i Zabiniego. Cóż, Sylvie faktycznie była mugolaczką.
- No cóż, ja przynajmniej nie mieszkam z świstakami w norze - odpaliła Lagrene. To nie była prawda. Evichowie byli jedną z tych starych, bogatych czarodziejskich rodzin czystej krwi. Na twarz Anthony'ego wpłynął drwiący uśmiech.
- Jestem arystokratą. Czystej krwi. Mam dwór z basenem. Przebijesz?
- Ja tak. Jestem arystokratą. Czystej krwi. Mam dwór z basenem, skrzatem domowym i mini boiskiem do quidditha. - powiedział Albus. To prawda. Po pokonaniu Voldemorta, jego ojciec dostał tytuł arystokracki, order merlina 1 klasy i posadę szefa biura aurorów. Mimo, że naprawdę tego nie chciał. No, może oprócz tego ostatniego...
- Kim jest twój ojciec? Mój jest jednym z ludzi Arthura Weasleya, konfiskuje niebezpieczne przedmioty. - nie wiedzieć czemu, w głosie ślizgona zabrzmiała duma.
- Szef biura aurorów - Evichowi mina zrzedła.
- Matka? Moja, Departament ochrony mugolaków - powiedział zbity z tropu wąż. Albus parsknął śmiechem.
- Kapitan Harpii z Holyhead. - powiedział gryfon z rozbawieniem obserwując kipiącego ze złości Evicha.
- Spokój! - zawołał Scorpius.
- Malfoy? Syn DRACONA MALFOYA? - zapytał z niedowierzaniem Goyle.
- Tak, to ja.
- Stary, dlaczego nie śpisz z nami w dormitorium? - zapytał przyjacielskim tonem Zabini. Na to Scorpius wyciągnął szkarłatno - złotą broszę.
- GRYFON?! - Wrzasnął znów Goyle. - T-to dla tego jesteś z nimi w przedziale.
- Pierwszy zdrajca krwi w rodzinie, co? - zapytał Kevin natychmiast zmieniając ton. Był drwiący.
- Martiocedio!- krzyknął Albus . Zabini, Evich i Goyle zostali opętani przez ognisty promień. Wylecieli z wrzaskiem z przedziału.
- Nic im się nie stanie? - zapytała nieco zmartwiona Rose. Reszta parsknęła śmiechem.
- Po pierwsze. Czy tobie przypadkiem nie żal tych pacanów? Po drugie. Nie, bo te płomienie są zimne. Ale zanim oni się zorientują... Każdy głupi wie, że te płomienie są niegroźne. No proszę, wyszedł prawie wierszyk - powiedział Al. Policzki Rose zrobiły się czerwone. Nie lubiła, gdy ktoś mówi coś, o czym ona nie wie. A szczególnie Albus. Po tym Magna infutrig... coś tam był mądrzejszy od niej! Wszystkie wieczory spędzone z mamą aby tak jak ona stać się najlepszą uczennicą w szkole, poszły na marne. On był ulubieńcem Dumbeldore'a. On, nie ona na każdej lekcji zdobywał dla Gryffindoru punkty. Była... zazdrosna.
- No proszę... Chyba dojeżdżamy! - krzyknął Trey. Faktycznie, parowóz zwalniał. Zobaczyli dworzec Kings Kross, a na nim mnóstwo czarodziejów. Ojca Scorpiusa, wujka Rona, ciocię Hermionę i...
- Mamo! Tato! - Albus wyleciał z pociągu aby uściskać rodziców.
- Cześć Albusie! - zawołał pan  Potter.
- Rodzice, chcę wam przedstawić Scorpiusa i Treya. - przyjaciele chłopca nieśmiało podeszli do jego ojca.
- Miło mi, ojciec Albusa, Harry Potter- mężczyzna uścisnął im dłonie wpatrując się wciąż w Scorpiusa.
- Co się tak na niego gapisz, Potter? - usłyszeli lodowaty głos za plecami.
- To przyjaciel mojego syna! - wycedził przez zęby brunet. Draco wyglądał na zbitego z tropu. Zapomniał, że jego rodzony syn został gryfonem. I pierwszym zdrajcą krwi w rodzinie.
- Scorpius, idziemy! - zarządził w końcu blondyn.
- Chcę się pożegnać z przyjaciółmi. - odparł spokojnie.
- IDZIEMY!
- NIE! CHCĘ SIĘ Z NIMI  P O Ż E G N A Ć ! - wrzasnął młody Malfoy. Jak chciał, potrafił być głośny.
- Cześć Trey, na razie Albus. - jego ojciec chwycił go za ramię i się deportowali.
- Cześć Trey.
- Pa Al. - drugi przyjaciel zagłębił się w tłumie szukając matki (jego ojciec był mugolem)
- No, nareszcie koniec tego cyrku. Albusie, co ci wpadło do głowy aby przyjaźnić się z Malfoyem?- zapytał ojciec.
- Jakoś tak wyszło - odparł chłodno, przez co jego ojciec wpadł w zakłopotanie.
- Chodź, jedziemy. Do domu. Wsiedli do BMW wujka Rona. Polecieli do rezydencji Potterów.
                                                 **********************************

Wszyscy zasiedli do kolacji w rezydencji Potterów. Wszyscy czyli: Dziadek Arthur, Babcia Molly, Wujek Bill, ciocia Fleur, ze swoimi dziećmi, Vicorie, Dominiqe i Louisem. Wujek Charlie z ciocią Isabell, którzy nie mieli dzieci, wujek Percy z ciocią Penelopą, Łucją i Molly, wujek George z ciocią Angeliną, Fredem i Roxie, wujek Ron z ciocią Hermioną, Rose i Hugonem i oczywiście Harry i Ginny wraz z Jamesem, Lily i Albusem. W krótce pojawił się też Ted Lupin. Zaczynali kolację. Jedli w milczeniu. W końcu ciocia Hermiona posłała wszystkie dzieci spać. Albus wszedł po marmurowych schodach na 1 piętro i otworzył dębowe drzwi ze złotym napisem Nie wchodzić bez pozwolenia Albusa Severusa Pottera. Otworzył je. Znalazł się w swoim pokoju. Dużo się pozmieniało. Ściany były szkarłatno-złote. Wszędzie wisiały plakaty z Hogwartem, herbem Gryffindoru i jego ulubioną drużyną quidditha. Zjednoczeni z Pudlemere. Pokój był świetny. Łóżko było ze złota, z czerwoną kołdrą z jedwabiu. Chłopak przypomniał sobie, że ma wysłać prezenty przyjaciołom. Dla Treya nową pałkę, a dla Scorpiusa koszulkę z napisem " Jestem gryfonem". Niby głupi prezent, ale wyraźnie to sobie zażyczył.
- Seeker, chodź tu. - powiedział do sowy brunet. Doczepił mu do nóżki prezenty dla przyjaciół.
- Do Scorpiusa i Treya. - Szepnął. Puchacz wyleciał przez okno. Albus był bardzo zmęczony. Poszedł do łazienki, drzwi były obok biurka. Umył się, przebrał się w piżamę wskoczył do łóżka na poduszki i natychmiast zasnął. Śnił o tym, jak to dostaje kartę Roweny Ravenclaw. Nagle obudziła go mama.
- Albus! Prezenty! - chłopak szybko zbiegł na dół. Oto co zobaczył:
 
 
 
 
Dostał jak zwykle masę prezentów. Dziwne było tylko to, że wszystkie były w szkarłatnych opakowaniach.


 
 
 
Czasami dobrze jest mieć dużą rodzinę... Albus zaczął rozpakowywać paczki. Od Babci Molly dostał szkarłatny sweter z lwem na piersiach, od dziadka Arthura książkę pod tytułem "Fascynujący świat mugoli", od cioci Hermiony i wujka Rona dostał wielkie pudło słodyczy z Miodowego Królestwa, czyli: Fasolki wszystkich smaków, czekoladowe żaby, musy-świrusy, cukrowe pióra deluxe, gumy drooblesy, lodowe kulki, pieprzne diabełki, lukrecjowe pałki i nowość: uciekający lizak. Od cioci Penelopy i wujka Percy'ego książkę pod tytułem "Dziesięć kroków do Prefekta Naczelnego". Albus musiał przyznać, że go to zainteresowało. Od wujka Charliego i cioci Isabell dostał żaroodporną kominiarkę, od wujka Billa i cioci Fleur fałszoskop, od wujka Georgea wielką pakę najnowszych Dowcipów Weasleyów, od cioci Angeliny książkę "Wszystko o Quiddithu". Od Treya dostał list z podziękowaniem za prezent i wielki komplet plakatów, z Harrym Potterem, Hogwatem, Herbem Gryffindoru, ze Zjednoczonymi i powiększone zdjęcie Treya, Scorpiusa i Albusa na peronie. Od Scorpiusa dostał grę o nazwie "Quiddith - strategia, szybkość, umiejętność". Coś rewelacyjnego! W środku było mini-boisko i małe ludziki. Było ich czternaście, zostały zrobione na podobiznę drużyn do quidditha: Osy z Wimbourne i Zjednoczeni. Gra polegała na dobrym obmyślaniu dobrej strategii. Ludzikami sterowało się głosem. Został tylko prezent od rodziców. Płaska koperta. Była lekka. W środku mogło być coś z papieru, więc ostrożnie ją otworzył. Ze środka wypadł kawałek niezapisanego pergaminu i kartka - list. Chłopiec ją przeczytał.
 
 
                                                                           Drogi Albusie!
To mapa Huncwotów. Aby ujawniła swój sekret, musisz o nią stuknąć różdżką i powiedzieć "Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego". Lecz aby nikt jej nie odczytał, po zakończeniu  "psot" po prostu znów stuknij różdżką i powiedz "Koniec psot!". Możesz ją wypróbować.
                                                                                                       
                                                                                                           Mama i Tata
 
PS Nie mów Jamesowi, że dostałeś mapkę. Obiecaliśmy, że damy mu pelerynkę, ale na razie twojemu tacie potrzebna jest w pracy. Będzie zły, kiedy dowie się, że dostałeś to, co dostałeś. To bardzo cenna rzecz. Pilnuj jej. Nie dostaniesz pelerynki, bo chyba znasz zaklęcie, które czyni niewidzialnym, prawda? A, i jeszcze jedno. Podoba Ci się twój odmieniony pokój?
 
"Skoro James nie może widzieć tego, to pójdę do swojego pokoju. Przy okazji odniosę prezenty." - pomyślał Albus. Musiał kilka razy kursować z dołu do góry, z góry do dołu. W końcu usiadł na łóżku. Wyciągnął pergamin i mapę i powiedział "Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego". Tak szczerze, to myślał, że rodzice robią go w balona. Mylił się jednak całkowicie. Ukazał się napis
                              
                                              Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz,
                                         zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
                                                            mają zaszczyt przedstawić
                                                             MAPĘ HUNCWOTÓW
Pod napisem rozciągała się mapa Hogwartu. Były tam przejścia, których Albus jak dotąd nie widział. Lecz najbardziej niezwykłe było to, że były tam kropki i IMIONA I NAZWISKA osób, a kropki się RUSZAŁY. Steve Cockiedy siedział w bibliotece. Dumbeldore przechadzał się korytarzem na 2 piętrze. Było jeszcze kilka kropek, ale było ich mało, większość osób wyjechało do rodziny. "Koniec psot!" mruknął Albus, po czym włożył mapkę do kufra. To były cudowne święta.

czwartek, 3 kwietnia 2014

Bunt o nazwie KIŚBSPGIP Rozdział X

Sobrynuki były jeszcze bardzo młode. Ich pobudzające działanie można wykorzystać dopiero gdy dorosną. Okres dorastania to mniej więcej 5 miesięcy. Jak na razie pani Bones chodzi z zatyczkami w uszach, bowiem ma dość bełkotów w skrzydle szpitalnym. Albusowi udało się wyczarować patronusa. Ma kształt lwa. Był naprawdę duży. Prof. Wierfs był zaskoczony.
- W twoim wieku nie udało mi się wyczarować patronusa, wiesz? - mówił zawsze kiedy go spotykał. Dodatkowe zajęcia robiły się coraz trudniejsze. A wliczając w to treningi quidditha, było naprawdę ciężko. Ale Albus naprawdę miał luźno w porównaniu z innymi pierwszoroczniakami. Oni musieli odrabiać lekcje z OPCMów, transmutacji, eliksirów i zaklęć. W wolnych chwilach młody Potter chadzał do Hagrida. Rozmawiał z półobrzymem o wszystkim i o niczym. Wczoraj zaczął padać śnieg. Cóż, nie było to dziwne, był już 17 grudnia. Albus, Trey i Scorpius weszli na śniadanie do wielkiej sali. Było tu coś dziwnego. Ślizgoni i Krukoni trzymali tabliczki z napisami takimi jak ten:










Na dodatek wrzeszczeli : My dumni srebrni uczniowie nie damy sobą pomiatać złotym! Niech żyje Salazar Slytherin! Niech żyje Rowena Rawenclaw! Niech żyje nasza nowo narodzona przyjaźń! Niech żyje dwójka srebrnych domów! Niech na wieki ustalone będzie, że to srebrny przewyższa złoty... - i tak dalej. Ze stołu wstała zastępczyni dyrektora, Alice Sprinete. W sumie nic nigdy nie zrobiła, ale była córką ministra magii, Kingsleya Shackelbota. Wyszła za mąż za milionera, Andrewa Sprinete. Minister zawsze załatwiał rodzinie i dobrym znajomym ciepłe posady. Wszyscy byli zdziwieni, że wstała. Jej dzień był taki: śniadanie, odpoczynek, obiad, odpoczynek, kolacja, odpoczynek, sen. Wydarła się na całą salę.
- Ciszaaa! Ogłaszam koniec tych dyrdymałek! Śniadanie i na lekcje! Ravenclaw i Slytherin tracą po 30 punktów. - wrzeszczała. Krukoni i ślizgoni cicho jęknęli.
- Po minus dziesięć punktów od Ravenclawu i Slytherinu! Jak śmiecie protestować! - i zajęła się swoim śniadaniem.
- Ależ pani profesor! To nie był protest! Tylko jęknęliśmy! - odezwał się nie kto inny jak Anthony Evich.
- Slytherin otrzymuje 5 punktów za bronienie honoru domu, ale i minus 15 za ewidentny protest panie Evich! - wrzasnęła Sprinete. Ślizgoni, każdy co do joty rzucił Evichowi mordercze spojrzenie. Ponieważ stół zielonych był niedaleko stołu gryfonów, Albus usłyszał, że prefekt węży mówi do Anthonyego: " Szlaban, Evich". No cóż... gdyby Al był prefektem zrobiłby to samo. W końcu Slytherin stracił 50 punktów podczas jednego śniadania. Na zajęciach KAŻDY z zieloną broszą był przygaszony. To samo tyczy się krukonów. Akcja przy śniadaniu nie znaczyła wcale, że relacje wychowanków domu węża i domu kruka pogorszyły się. Evich stworzył nawet swoją "paczkę" a w niej był on, Goyle, Zabini, Emily Elood i to wszyscy ze Slytherinu, natomiast z Ravenclawu Yvonne
Bellum, Camille Libiry i Victor Prudesc. To był raczej jego fanklub. Każdy miał tam swoją funkcję. Zabini i Goyle wszystkich straszyli, aby trzymali się z dala od Evicha. Camille i Victor odrabiali mu prace domowe. Emily była w nim chyba troszeczkę zakochana, ale była kimś w stylu "przyniosę ci to, przyniosę ci tamto". Jeśli chodzi o Yvonne, to Evich chyba darzył ją najszczerszym uczuciem. Ona pełniła rolę dla chłopaka taką rolę jak Ginny dla Harry'ergo gdy byli w 4 klasie. Razem się śmiali i w ogóle. Albus zawsze patrzył na nich z politowaniem. Jakież to było żenujące! Szczegulnie dlatego, że ta cała Bellum ma chłopaka, puchona o imieniu Jack Stutif. Gryfon ciężko westchnął. Naprawdę się nudził. Scorpius i Trey odrabiali eliksiry. Poszedł do nich.
- Pokażcie to... co Darvy zadał?
Mamy napisać esej o nazwie 3 najważniejsze składniki eliksiru nienawiści .
- Jak to? To przecież banalne! Skórka boomslaga, skrzydła muchy i ogony szczura!
- Dzięki, Al- powiedzieli równocześnie przyjaciele.
- Spoczko- odpowiedział. - wiedzieliście nowy fanklub Evicha?
- No... co za żenada - westchnął Scorpius.
- Siemanko, co tam?- to powiedziały dwa jednolite głosy. To Fred i James.
- Nic ciekawego...
- Znacie najnowsze newsy?
- Nie. - odpowiedział zaskoczony Albus.
- Pracujemy w MAGICZNYCH DOWCIPACH WEASLEYÓW! - wykrzyknęli razem. - Tata/wujek chce rozwinąć interes w Hogwarcie!- krzyknęli podekscytowani.
- To... gratulacje - powiedział Albus. CO? Oni? W sumie to kręcą ich takie rzeczy...
- Nie ma mowy! - krzyknęła ruda dziewczynka, która właśnie przeszła przez portret grubej damy.
- Nie zgadzam się! Nie możecie! Pan Zeno nie zgodził się na MDW*w szkole! - wrzeszczała mała Rose.
- Rosie, nie utrudniaj! Poza tym, od kiedy robi się to, co Weborde zakazuje ?- powiedział zirytowany Fred.
- Nie mów tak! Pan Zeno jest bardzo fajny. I opowiada takie ciekawe historie...
- Ożeń się z nim. James, idziemy. - powiedział tym razem bardzo rozbawiony syn George'a.
- A, Al. Możesz nam pożyczyć Seekera? - zapytał jego brat.
- Nie... ostatnio poleciał z listem - odpowiedział. To była prawda. Napisał ojcu, że ostatnio nie wiadomo co się dzieje z krukonami i ślizgonami. Nie napisał nic jednak o ich domysłach.
- No to bierzemy jedną ze szkolnych sów... - powiedział James. - Hej.
- Cześć.
- Ojej! Zapomniałem odrobić pracę z zaklęć. Idź beze mnie, Fred. - powiedział najstarszy Potter. I pobiegł do portretu grubej damy, przeszedł przez dziurę i już go nie było.
- Idzie odrabiać lekcje bez książek? Bracie, dobrze się czujesz? - powiedział do siebie Fred. Albus miał wrażenie, że nie tylko on, Trey i Scorpius coś ukrywają.
* MDW - Magiczne Dowcipy Weasley'ów XD

sobota, 29 marca 2014

Life is brutal Rozdział IX

- Co się stało? - zapytał Albus oszołomionego kolegę.
- Posłuchaj: Biografia Godryka Gryffindora: Gryffindor od samego początku przejawiał niesłychane zdolności. W uniwersytecie magicznym Discedii, (założony 31r p.n.e) poznał 3 dorównujących mu zdolnościami przyjaciół: Helgę Hufflepuff, Rowenę Rawenclaw i Salazara Slytherina. Niektóre źródła mówią, że przeżywał krótki romans z Roweną, ale ta złamała mu serce wybierając Slytherina. W ten sposób przyjaźń uległa zmianie. Hufflepuff próbowała wszystkich pogodzić, ale Gryffindor darzył nienawiścią Slytherina i Rawenclaw. Z wzajemnością, potem Slytherin nie chciał mieć dziewczyny. Wszyscy się znienawidzili. Hufflepuff straciła nadzieję na podreperowanie przyjaźni... bla... bla... bla... Sltyherin miał dosyć, wyniósł się bla... bla... bla... o, tutaj! Powiadają, że każde z założycieli Hogwartu stworzyło tajemne pomieszczenie, które może otworzyć tylko ich potomek. Sltyherin i Gryffindor może się nienawidzili, ale myśleli podobnie. Gryffindor zamknął w swojej wieży lwa, który jeśli wydostanie się na wolność, będzie szukał dziedzica aby mu służyć. Legendy mówią, że każdy ślizgon i krukon, który go zobaczy widzi przed oczami najskrytsze pragnienia. Godryk ukrył w ten sposób nienawiść do Roweny i Salazara. Nie jest to groźne dla gryfonów i puchonów. Każdy, kto się z nim spotkał, nie pamiętał potem z tego nic. No chyba, że to dziedzic. Slytherin miał węża - bazyliszka...  bla... bla... bla! O to tu chodzi! To lew! Każdy krukon i ślizgon jest zagrożony.
- Trzeba powiedzieć Dumbe... - zaczął Trey.
- NIE! - przerwali mu naraz Scorpius i Albus.
- Dlaczego?
- Bo zaczną się pytania... skąd tyle wiemy... potem nie pozwolą nam działać... - powiedział Scorpius
- No to faktycznie... słabo.- zgodził się Trey.
- Wieża Gryffindora? Chyba nie chodzi o... - Albus zrobił przerażoną minę - ... naszą wieżę? Nasz POKÓJ WSPÓLNY?
- Ch- chyba tak... - wyjąkał Trey.
- Przeanalizujmy fakty: lew wydostał się z wieży... lub pomieszczenia w naszej wieży... atakuje ślizgonów. Ale gdzie krukoni? Nie ważne... hej chyba nie sądzicie że... - powiedział Scorpius
- W szkole - rzekł przerażony Trey.
- Jest dziedzic! To wszystko układa się w całość! Lew szuka dziedzica! Zacznijmy penetrację! - i obchodzili pokój wspólny, odsuwali dywany, krzesła, gasili ogień w kominkach (mogło tak być wejście). Nic nie znaleźli.
- Nic... tu... niema! - krzyknął rozzłoszczony Trey ciężko dysząc.
- Life is brutal - stwierdził Scorpius. - Chodźmy spać! Jutro z samego ranka mamy trening! Rap chyba zwariował! Robić trening w niedzielę! - i poszedł do dormitorium. Przyjaciele poszli za przykładem. Następnego ranka zeszli na śniadanie. Po posiłku poszli na boisko do quidditha. Albus pokazał lot Fortisy, został nagrodzony brawami. Kiedy wracali, usłyszeli bełkotanie. To krukonka Sarah Smive.
- Prywatna biblioteka... mądrość... Steve Cockiedy... - mówiła dziewczyna.
- Steve?- zapytał z niedowierzaniem Trey.
- MAM WAS! - To był woźny, Zeno Weborde. - Od samego początku wiedziałem, że to wy, smarkacze! Teraz mam dowód! Za to Dumbeldore da mi podwyżkę! Ha! DO DYREKTORA, MALUCHY! - i zaprowadził ich do chimery.
- Lukrecjowa pałka. - mruknął woźny. Chimera ożyła. Scorpius i Trey patrzyli z niedowierzaniem. Chimera ma ożyć? Cóż, za pierwszym razem Albus też nie uwierzył, a jednak... ukazały się schodki. Weszli i znaleźli się w przytulnym pokoju.
- Co cię tu sprowadza, Zenonie? I po co przyprowadziłeś 3 uczniów?
- Ja ich znalazłem na miejscu zbrodni, profesorze.
- I?
- To ONI ZROBILI! - wrzasnął Weborde.
- Nie sądzę... Zenonie, możesz już iść. Chcę zamienić słowo lub dwa z naszymi uczniami. - i wyszedł.
- To nie my, profesorze!
- My tego nie zrobiliśmy!
- Stop. - powiedział dyrektor.
- To nie ja... i oni też nie...
- STOP! Wiem, że to nie wy... ale czy jest coś, o czym powinienem wiedzieć? - chłopcy popatrzyli po sobie.
- Nie, panie profesorze. - powiedział w końcu Albus.                                                                      



                                                                                    ***


- No, to jednak mamy krukona! - zawołał Scorpius w drodze powrotnej.
- Musimy jeszcze raz przeszukać pokój!- zarządził Albus.
- Nie licz na to. Ja i Scorpius musimy napisać esej na eliksiry. Tak przy okazji, Al. Co to jest bezoar?
- Kamień tworzący się z żołądku kozy. Antidotum na 3/4 trucizn na świecie - powiedział bez namysłu Albus.
- Ok, dzięki...


                                                                                 ***
- Dzień dobry uczniowie!
- Dzień dobry profesorze Longbottom! - zawołała klasa.
- Dziś rozsadzamy Sobrynuki. Co to jest, ktoś wie? - jak zwykle na zielarstwie ręka Rose wystrzeliła w górę.
- Tak panno Weasley? - zapytał Neville.
- Sobrynuk to roślina, która otrzeźwia, pobudza do racjonalnego myślenia.
- 20 punktów dla Gryffindoru! Nie jeden  Sobrynuk przyda się naszym marzycielom w skrzydle szpitalnym - zaśmiał się nauczyciel.

czwartek, 27 marca 2014

Szlaban Rozdział VIII

Na zaklęciach uczniowie uczyli się Wingardium Leviosa. Albus już dawno opanował to, więc profesor Cherks pozwoliła mu przećwiczyć Stultiturum Ultimate na psie, który wyczarowała. Udało się już za 3 podejściem. Pies zaczął tańczyć jak zwariowany. Takie były skutki zaklęcia. Potem był 2 godzinny trening. Jake wyciskał z nich ostatnie poty. W sobotę w noc duchów miał być mecz z krukonami. Kiedy trening się skończył, chłopak poszedł na dodatkową transmutację. Był bardzo ciekawy lekcji.  Na normalnej, dopiero co weszli w dział "pająk w mrówkę". Wszedł do klasy. Profesor Pleasantiusz już tam na niego czekał.
- Witam pana, panie Potter. Proszę usiąść. Dziś zamienimy kamień w Labladora. Formuła zaklęcia to...
- Tak, wiem... Canemo!
- Świetnie! Proszę stuknąć różdżką o kamień i wypowiedzieć formułkę.
- Canemo! - nic się nie wydarzyło
- Śmiało! Skup się! Skup! - Albus wysilił mózg. Wszystko.
- Canemo! - Udało się! Lablador zaszczekał radośnie.
- Brawo! Gryffindor otrzymuje 10 punktów! Teraz... nie chcę zabijać to biedne zwierzę, więc przetransmutuj go znów w kamień.
- Lapidus! - znów stał przed nimi szary, brzydki kamień.
- 15 punktów dla Gryffindoru! Za pierwszym razem się udało! No, ale ten czas leci! Do widzenia! - Albus doszedł do wieży.
- Eo Leo. - powiedział do portretu grubej damy. Uchylił się. Scorpius i Trey siedzieli w swoich ulubionych fotelach przy kominku. Dyskutowali o czymś zawzięcie.
- Jak było na transmutacji? - zapytał Trey przerywając konwersację ze Scorpiusem. Albus wzruszył ramionami.
- Zwyczajnie. Nauczyłem się przemieniać kamień w psa i psa w kamień. - koledzy wytrzeszczyli oczy.
- To na poziomie 5 klasy! - zawołał Scorpius. - Udało ci się?
- Jasne. A poza tym zarobiłem...
- Szlaban?
- Nie! 25 punktów. - powiedział Albus urażonym tonem.
- To świetnie!
- Wiecie, że za tydzień noc duchów i mecz z krukonami? - powiedział Trey najwyraźniej chcąc mienić temat.
- Tiaaa... - odpowiedział Scorpius. - Nie wiem jak wy, ale ja idę spać. Dobranoc.
- Ja też. Branoc.
- Do zoba jutro. - i poszli spać. Przez następny tydzień Albus zarobił dla gryfonów osiemdziesiąt punktów. Najciekawsza była według niego obrona przed czarną magią. Przez cały tydzień uczył się jak wyczarować patronusa. Jak na razie, z jego różdżki wylatywała srebrzysta mgła. Przyjaciele przebierali się w szatni.
- Zwykle teraz dłuuuugo przemawiam, ale tym razem powiem tylko... WYGRAMY! - krzyknął Rapidy
- Tak! - odkrzyknęła drużyna.
- Idziemy!
- A oto drużyna gryfonów! Stoundrey, Grymrys, Rapidy, Colington, Potter, Malfoy iiiii..... Potter! - usłyszeli głos Volsa. - Pan Fliwes wchodzi by zacząć mecz! WYSTARTOWALI! Kafel w rękach gryfonów! Potter, Colington, Rapidy, Colington, Potter strzela iii... GOL dla Gryffindoru. Kafel w rękach krukonów! Clewar! Stavr! Clewar! Peepen! Strzela iii... Malfoy obronił! Grymrys odbija tłuczek wprost w obrońcę krukonów, McKenzyego! Trafił! Gryfoni wykorzystują to, że obrońca jest nieobecny i strzelają gole! 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7... McKenzy wraca do gry! Kafel w rękach krukonów! Clewar! Stavr! Clewar! Podkręca piłkę iiii... gool dla Ravenclawu! 10 do  80! Czyżby Potter zobaczył znicz? Nurkuje... i TAK! Trzyma go w ręce! Gryffindor wygrał 230 do 10! Gracze zsiadają z mioteł. Widać, że u gryfonów szykuje się impreza! - no i faktycznie:
- Wyyyygraliśmyyyy! Przegrać nie mogliśmyyyyy! -  skandowali wszyscy. Albus zauważył, że Scorpius siedzi w fotelu przygaszony.
- Co się stało? - zapytał
- No... nie obroniłem... - odpowiedział.
- Ok. Spójrz na to z innej strony. Ile goli OBRONIŁEŚ?
- Ze... sto?
- No właśnie! Jeden gol i już dalej nie grasz?
- Nie... w sumie masz rację! Wygraliśmy i tak! Juhu! - i pobiegł po kremowe piwo. Albus się roześmiał. Czasami Scorpius był dziwny. Po imprezie wszyscy udali się do wielkiej sali. Evich wstał od stołu Slytherinu i podszedł do Albusa, Scorpiusa i Treya.
- Witam zdrajców krwi. Co was tu sprowadza? Na waszym miejscu, z waszym pochodzeniem, już dawno popełniłbym samobójstwo. Na twoim też, śmieciu półkrwi.
- Evich, chodź pogadamy na osobności. - powiedział Albus. Ślizgon skrzywił się.
- Ok. - odeszli na bok.
- Co chcesz?
- Och nic... tylko się upokorzyć!
- Co ty gada...
Stultiturum Ultimate! - krzyknął gryfon. Evich zaczął podrygiwać. Po chwili tańczył break dance. Kręcił się na głowie, skakał. Wszyscy się śmiali. Na scenę wkroczyła jednak Roxanne, siostra Freda.
- Finite Incantate! - krzyknęła. - Evich, kto to zrobił?
- A-a-albus P-p-potter! - Wyjąkał.
- Gryffindor traci 10 punktów, Potter! Masz także szlaban! Czyścisz wszystko, co jest w izbie pamięci! Tuż po kolacji. - Albus jęknął. Najadł się do syta i poszedł na 4 piętro, gdzie mieściła się izba pamięci.
- Do roboty, Potter! - krzyknęła Roxanne z nad "Proroka Codziennego"
Albus wziął pierwszy lepszy puchar. Było na nim imię " Teodric Christian Tamith ". Jakiś ślizgon, dostał nagrodę 40 lat temu. Potem czyścił Charliego Ernice, Elizbeth Smith, Victora Wlacka, iii... Albusa Dumeldorea. Ojciec mówił mu, że po nim ma imię. Ale go nienawidził. Imienia. Jak można nazwać dziecko ALBUS?! Chłopiec westchnął. Zaczął używać zaklęcia Chłoszczyść. Roxie poszła do toalety. Diggory, Studus, Riddle. I nagle zobaczył swoje NAZWISKO na medalionie.

                                                  Harry James Potter 
A potem coś jeszcze dziwniejszego.

                                               Ronald Bilius Weasley
Potem był tylko John Cover, Nancy Pulchrum i... Susan Gryffindor. Wiedział, że to musi być ktoś spokrewniony z Godrykiem Gryffindorem. Ale czuł, jakby ją kiedyś znał lub widział. 2 godziny później wracał do wieży ledwo stojąc. I nagle kogoś usłyszał.
- Pieniądze... palmy... uczty... dziewczyny...- okazało się, że to Simon Horrim ze Slytherinu. Chodził do 7 klasy i był dość biedny. Albus pobiegł po panią Bones.
- Dziękuję, Gryffindor otrzymuje 5 punktów. Wiem, że się ze ślizgonami nienawidzicie... możesz iść spać kochaneczku. - Albus powlókł się do dormitorium. Następnego dnia powiedział wszystko przyjaciołom. Byli w szoku. Szczegulnie Scorpius, który czytał w właśnie Historię Hogwartu. 

środa, 26 marca 2014

Marzyciel Rozdział VII

Euforia gryfonów po wygraniu meczu trwała tydzień. Albus był najlepszy w klasie. Magna invalescit in aeternum zrobiła swoje. Chłopak siedział w pokoju wspólnym i dokładnie notował w pamięci Evicha zsiadającego z miotły po przegranej. Czarne włosy miał potargane,  a szare oczy wyrażały wielki smutek.  P r a w i e  zrobiło mu się go żal, ale po tym jak nazwał Treya po ostatniej lekcji obrony przed czarną magią, zmienił zdanie całkowicie,  nazwał go "Śmieciem Półkrwi". Tego mu nigdy nie przebaczy. Nagle przez okno wleciał Seeker. Puchacz usiadł mu na ramieniu. Albus wyjął list z dzioba ptaka i pogłaskał go. Otworzył list.
 
                                                                       Drogi Albusie! 
Chciałbym abyś zaczął dodatkowe lekcje z transmutacji, obrony przed czarną magią, zaklęć i eliksirów, ponieważ dotychczasowy program jest, że tak powiem ponad twoje zdolności. Po Magna invalescit in aeternum na pewno znasz wszystkie zaklęcia, ale rzucić potrafisz tylko te prostsze. Twój tata, Profesor Darvy, Profesor Wierfs, Profesor Cherks i Profesor Pleasantiusz wyrazili na to zgodę, lecz Twoje pozwolenie jest najważniejsze. Przyjdź do mnie o 19.00. Hasło do chimery to "Czekoladowa żaba".
                                                                                              
                                                       Do mojego ulubionego ucznia, Alberhoft Dumbeldore

PS Nie mów nikomu, że jesteś moim ulubieńcem. Stracę na reputacji :)

Albus zachichotał. Była za dziesięć dziewiętnasta. Kierował się ku chimerze. Stanął przed nią i niepewnie powiedział "Czekoladowa żaba". Chimera ożyła. Wszedł na górę po schodkach. Nagle, stanął w dużym, przytulnym pokoju. Za biurkiem siedział nie kto inny jak sam Dumbeldore. Na jego widok chłopiec uśmiechnął się.
- Witaj Albusie, proszę, usiądź. Herbaty? Soku z dyni?
- Po proszę sok. - dyrektor machnął krótko różdżką. W powietrzu zawirowała taca ze szklankami i dzbankiem. Dumbeldore ściągnął ją na dół. Albus upił łyk. Smakował wyśmienicie.
- Tak więc... zgadzasz się?
- Cóż... długo nad tym myślałem i stwierdziłem, że w sumie tak. Ale jest warunek.
- Jaki to warunek?
- Że nie będzie mieszało się z treningami quidditha!- obaj się roześmiali. - Dostanę jakiś plan?
- No cóż... ogólnie rzecz biorąc to tak. - znów machnął różdżką. Tym razem pojawił się arkusz pergaminu. Albus wziął go do ręki.
- Zajęcia będą odbywać się w godzinach wieczornych - powiedział dyrektor. Chłopka przeczytał plan:

Poniedziałek: 18:00 Transmutacja
Wtorek: 17:00 Zakęcia 19:00 Obrona przed czarną magią
Środa: 18:30 Eliksiry
Czwartek: 17:45 Obrona przed czarną magią 19:00 Zaklęcia
Piątek: 16:00 Transmutacja 17:15 Eliksiry
UWAGA! PAN POTTER BĘDZIE ZWOLNIONY ZE WSZYSTKICH PRAC DOMOWYCH Z PODSTAWOWYCH PRZEMIOTÓW (czyli OPCM, Eliksiry, Transmutacja, Zaklęcia)

- Dziękuję proszę pana. Kiedy zaczynam?
- W poniedziałek.
- Ten, który będzie już jutro czy następny?
- W ten, który będzie już jutro.
- Do widzenia.
- Do zobaczenia, Albusie. - Kiedy chłopiec wyszedł z gabinetu, od razu pobiegł do wieży.
- Hasło? - spytała Gruba Dama
- Proxsim Heardes. - Portret uchylił się. Scorpius i Trey siedzieli w fotelach przy kominku. Oboje odrabiali eliksiry.
- Gdzie byłeś, stary? - zapytał Trey.
- U Dumeldora! - przyjaciele wytrzeszczyli oczy.
- Co się stało? - zapytał w końcu Scorpius.
- Mam mieć dodatkowe lekcje - i podał im pergamin. Przyjaciele zatrzymali się na wersie "UWAGA! PAN POTTER BĘDZIE ZWOLNIONY ZE WSZYSTKICH PRAC DOMOWYCH Z PODSTAWOWYCH PRZEMIOTÓW (czyli OPCM, Eliksiry, Transmutacja, Zaklęcia)"
- Nie będziemy mogli od ciebie ściągać - powiedział z żalem Mike.
- Która godzina? - zapytał Scorpius
- 19:30 - odpowiedział Albus
- O kucze! O 19:40 trening! - I zaczęli się szybko ubierać. Około 19:35 uznali, że nie zdążą, więc wyszli na dziedziniec i... polecieli. To było cudowne uczucie. Dotarli na miejsce kilka sekund przed pierwszym gwizdkiem.
- Mieliście szczęście! - zawołał Rapidy. Trening był zwyczajny, tak zwyczajny, że Albus bardzo się ucieszył na końcowy gwizdek. W szatni kapitan dał swoją długą, typową przemowę.
- Za miesiąc jest mecz z krukanami. Jeśli będziemy ćwiczyć, pokonamy ich. Zarządzam jutro 2 godzinny trening. o... - Albus wstrzymał oddech. - 16.00. - chłopak odetchnął z ulgą. Wrócił do wieży razem z Scorpiusem i Treyem. Na korytarzu na 4 piętrze usłyszeli jak ktoś bełkocze.
- Dom na plaży... Piorun... słońce... palmy... willa... - okazało się, że to ślizgon z 4 klasy, Albert Malmak.
- Malmak! Dobrze się czujesz? Wyglądasz jak byś zwariował...- powiedział Scorpius.
- Galeony... uczty... władza...
 - Idź po kogoś! -  powiedział Albus.
- Po kogo?
- Idź do pani Bones, ale jeśli spotkasz kogoś na drodze to go przyprowadź!- 5 min później Scorpius przyszedł z... Dumbeldorem.
-Co się stało?
-TO.- Albus wskazał na Malmaka
- Sława... mądrość... chwała... - Dumbeldore machnął różdżką i wyczarował nosze.
- Panie Stountrey, panie Potter,  proszę zanieść naszego marzyciela do skrzydła szpitalnego.

poniedziałek, 24 marca 2014

"Nienawiść to potęga..." Rozdział VI

                                                                         Rodzice!
Chcę wam opowiedzieć o dziwnym wypadku, który przydarzył mi się podczas lekcji obrony przed czarną magią. Profesor Wierfs kazał nam przećwiczyć Expeliarmus. Na "prezentację" skutków zaklęcia wybrał mnie i ślizgona Antony'ego Evicha. Już miałem go rozbroić, ale on najwyraźniej ubzdurał sobie, że to pojedynek. Wymieniliśmy się kilkoma zaklęciami. W końcu krzyknąłem "Confundo!" a on na wpół nieprzytomny wrzeszczy "Magna invalescit in aeternum !". Od teraz wiem wszystko. Dosłownie WSZYSTKO! Ale pewien jestem jednego: zyskałem szkolnego wroga.

                                                                                                      Pozdrowienia od Albusa

                                                                          Albusie!
Nienawiść to potęga! Zaiste, wielka potęga! Nienawidząc możesz zrobić wszystko. To zaklęcie było zaawansowane! Bardzo, bardzo zaawansowane... Wygląda na to, że pan Evich obdarzył Cię niewyobrażalną mocą. Korzystaj z niej mądrze.
 
                                                                                                         Twój Tata
Albusa zadowoliła taka odpowiedź. Mecz ze ślizgonami był już dziś. Al ma szansę dać wycisk Evichowi. W pokoju życzeń, chłopak zauważył, że zna najtrudniejsze zwroty w quiddithu: Pętla Merlina, Zwód Wrońskiego, Lot Fortisy... . Przyjaciele bardzo go podziwiali. O godzinie 14:30 Albus, Scorpius i Trey stawili się na boisku. Byli bardzo zestresowani. Oczywiście nie tak jak Evich, mieli gryfońską odwagę. Ślizgoński szukający trząsł się jakby płakał. Pałkarz, Eugene Goyle, przyjaciel Antony'ego oddychał głęboko, co przypominało sapanie psa Hagrida, starego Kła. Każdy ślizgon kurczowo trzymał starego Nimbusa 2007 . No, oprócz Goyla, który ściskał starą miotłę kolegi jego taty, czyli Nimbusa 2001 i oprócz Evicha, który dumnie niósł swojego Fasta 0.1. U gryfonów sytułacja przedstawia się nieco inaczej (lepiej) : Najgorszą miotłę miał Roger Gymrys, trzymał on bowiem Błyskawicę. Drugi pałkarz, przyjaciel Albusa, Mike Stoundrey miał nową Błyskawię 4s. Ścigający, czyli James miał Grzmota 260, Jake Rapidy miał Grzmota 300, a Bruce Colington miał zwykłego Fasta 0.3, tak jak obrońca, Scorpius. Albus miał najnowocześniejszego Pioruna.
- Czaaaas zacząć! - zawył do megafonu puchon z 4 klasy, David Volse. - oto drużyna gryfonów! Jake Rapidy dokonał wielu zmian... A więc tak: Stoundrey, Grymrys, Rapidy, Colington, Potter, Malfoy iiiii..... Potter! - Czerwona, niebieska i żółta część widowni powitała ich oklaskami, natomiast zielona - buczeniem.
- A oto drużyna ślizgonów! Kapitan Philip Nasrty dokonał zmian także! Powitajmy więc buczeniem... to znaczy oklaskami: Nastry, Goyle, Srudrys, Gongltrus, Avery, Anice iiiii... Evich!
Widownia zaniosła się buczniem. Slytherin nie mógł go przebić swoimi oklaskami i wiwatami. Pan Fliwes wychodzi by zacząć mecz! - Czarnowłosy, młody mężczyzna wszedł na boisko.
- To ma być czysta gra! - zawołał. Rozległ się gwizdek.
- Wystartowali! Kafel w rękach gryfonów. Potter, Colington, Rapidy, Potter strzela iiiiii... Anice nie obroniła! 10 do 0 dla Gryffindoru! Kafel w rękach ślizgonów! Srudrys, Gongltrus, Avery! Ach! Stountrey odbił tłuczek prosto w Avery'ego! Kafel u gryfonów! Potter, Rapidy, Potter, Colington iiii.... STRZELA! 20 do 0 dla Gryffindoru! Evich najwyraźniej postanowił pilnować Pottera zamias ruszć tyłek i samodzielnie poszukać znicz! - wrzeszczał Volse. Albus uśmiechnął się do siebie. Czas wypróbować pętlę Merlina!
- Potter zatacza pętlę w powietrzu! Chyba zobaczył znicz! Nurkuje, znów pętla! Evich był zbyt rozpędzony, więc grzmotnął o ziemię. NA MOJE ZAPASY KREMOWEGO PIWA! TO BYŁA P Ę- T L A  M E R L I N A! Ale, zaraz, Potter chyba NAPRAWDĘ zobaczył znicz. Wykorzystuje to, że Evich jest nie przytomny i... TAAAK! GRYFFINDOR WYGRAŁ 170 DO 0!
- Impreza na cześć wspaniałego szukającego! - Zawołał Rapidy. Drużyna ramię w ramię poszła do pokoju wspólnego nawet nie zdejmując szat do quiddich. Śmiali się i rozmawiali. Albusowi w tej chwili NIC nie mogło popsuć nastroju.
- Albus! - dogoniła ich Rose - Byłeś super! - podeszła do Scorpiusa - Przepraszam, że byłam dla ciebie niesprawiedliwa. Ty też byłeś ekstra!  - i pobiegła do wieży Gryffindoru. Na imprezie się działo, oj, działo!
- Potter! Potter! Potter! Potter! Potter!- skandowali wszyscy. Albus poczuł się jeszcze lepiej. Uszczęśliwiony wziął butelkę kremowego piwa.