Albus, Scorpius i Trey właśnie wsiadali do ekspresu Hogwart - Londyn. Był 24 grudnia. Właśnie szukali wolnego przedziału i natknęli się na prawie pusty z tyłu. Siedziały tam jedynie Rose i jej przyjaciółka Sylvie Lagrene.
- Można się dosiąść? - zapytał Scorpius.
- Oczywiście - powiedziała Rose. W podróży wykorzystali ostatnie chwile, kiedy mogli korzystać z magii. Grali w eksplodującego durnia i gargulki. Nie zauważyli jak szybko minął czas.
- Coś z wózka? - pora obiadowa.
- 2 czekoladowe żaby - Sylvie
- 4 czekoladowe żaby i 1 pasztecik z dyni - Rose
- Fasolki wszystkich smaków - Trey
- Lukrecjowa pałka i 3 czekoladowe żaby - Scorpius
- 6 czekoladowych żab, 2 lukrecjowe pałki, fasolki wszystkich smaków i musy-świrusy - Albus. Zapłacili i czarownica poszła do sąsiedniego przedziału.
- Musisz być głodny... - powiedział Scorpius z rozbawieniem patrząc na pochłaniającego słodycze w zastraszającym tempie bruneta.
- Jeszcze jak! - zawołał zielonooki. Doszedł do czekoladowych żab.
- Kolejny Albus Dumbeldore, Ron Weasley, Hermiona Weasley, Grindelwald, Roman Fortik... O! karta Fravourie! Nie no, nie wierzę! HELGA HUFFLEPUFF! Brakuje mi tylko Ravenclaw!
- To przyjaciel mojego syna! - wycedził przez zęby brunet. Draco wyglądał na zbitego z tropu. Zapomniał, że jego rodzony syn został gryfonem. I pierwszym zdrajcą krwi w rodzinie.
- Scorpius, idziemy! - zarządził w końcu blondyn.
- Chcę się pożegnać z przyjaciółmi. - odparł spokojnie.
- IDZIEMY!
- NIE! CHCĘ SIĘ Z NIMI P O Ż E G N A Ć ! - wrzasnął młody Malfoy. Jak chciał, potrafił być głośny.
- Cześć Trey, na razie Albus. - jego ojciec chwycił go za ramię i się deportowali.
- Cześć Trey.
- Pa Al. - drugi przyjaciel zagłębił się w tłumie szukając matki (jego ojciec był mugolem)
- No, nareszcie koniec tego cyrku. Albusie, co ci wpadło do głowy aby przyjaźnić się z Malfoyem?- zapytał ojciec.
- Jakoś tak wyszło - odparł chłodno, przez co jego ojciec wpadł w zakłopotanie.
- Chodź, jedziemy. Do domu. Wsiedli do BMW wujka Rona. Polecieli do rezydencji Potterów.
**********************************
Wszyscy zasiedli do kolacji w rezydencji Potterów. Wszyscy czyli: Dziadek Arthur, Babcia Molly, Wujek Bill, ciocia Fleur, ze swoimi dziećmi, Vicorie, Dominiqe i Louisem. Wujek Charlie z ciocią Isabell, którzy nie mieli dzieci, wujek Percy z ciocią Penelopą, Łucją i Molly, wujek George z ciocią Angeliną, Fredem i Roxie, wujek Ron z ciocią Hermioną, Rose i Hugonem i oczywiście Harry i Ginny wraz z Jamesem, Lily i Albusem. W krótce pojawił się też Ted Lupin. Zaczynali kolację. Jedli w milczeniu. W końcu ciocia Hermiona posłała wszystkie dzieci spać. Albus wszedł po marmurowych schodach na 1 piętro i otworzył dębowe drzwi ze złotym napisem Nie wchodzić bez pozwolenia Albusa Severusa Pottera. Otworzył je. Znalazł się w swoim pokoju. Dużo się pozmieniało. Ściany były szkarłatno-złote. Wszędzie wisiały plakaty z Hogwartem, herbem Gryffindoru i jego ulubioną drużyną quidditha. Zjednoczeni z Pudlemere. Pokój był świetny. Łóżko było ze złota, z czerwoną kołdrą z jedwabiu. Chłopak przypomniał sobie, że ma wysłać prezenty przyjaciołom. Dla Treya nową pałkę, a dla Scorpiusa koszulkę z napisem " Jestem gryfonem". Niby głupi prezent, ale wyraźnie to sobie zażyczył.
- Można się dosiąść? - zapytał Scorpius.
- Oczywiście - powiedziała Rose. W podróży wykorzystali ostatnie chwile, kiedy mogli korzystać z magii. Grali w eksplodującego durnia i gargulki. Nie zauważyli jak szybko minął czas.
- Coś z wózka? - pora obiadowa.
- 2 czekoladowe żaby - Sylvie
- 4 czekoladowe żaby i 1 pasztecik z dyni - Rose
- Fasolki wszystkich smaków - Trey
- Lukrecjowa pałka i 3 czekoladowe żaby - Scorpius
- 6 czekoladowych żab, 2 lukrecjowe pałki, fasolki wszystkich smaków i musy-świrusy - Albus. Zapłacili i czarownica poszła do sąsiedniego przedziału.
- Musisz być głodny... - powiedział Scorpius z rozbawieniem patrząc na pochłaniającego słodycze w zastraszającym tempie bruneta.
- Jeszcze jak! - zawołał zielonooki. Doszedł do czekoladowych żab.
- Kolejny Albus Dumbeldore, Ron Weasley, Hermiona Weasley, Grindelwald, Roman Fortik... O! karta Fravourie! Nie no, nie wierzę! HELGA HUFFLEPUFF! Brakuje mi tylko Ravenclaw!
- Ale cool! - zawołała Sylvie.
- A wiesz, że Albus ma już Slytherina i Gryffindora?
- Nie no, poważnie? Wymień się - nalegała Rosie
- Żartujesz? Zobacz co jest na drugiej stronie tego cuda!
- "Jedyny egzemplarz na świecie", czyli się nie wymienisz? - zapytała rozgoryczona Rose
- Yyyy... nie. - Ruda ciężko westchnęła. Szkoda.
- No proszę! Kogo moje oczy widzą. Szlamę ze zdrajczynią krwi. - do przedziału wszedł Evich w towarzystwie Goyla i Zabiniego. Cóż, Sylvie faktycznie była mugolaczką.
- No cóż, ja przynajmniej nie mieszkam z świstakami w norze - odpaliła Lagrene. To nie była prawda. Evichowie byli jedną z tych starych, bogatych czarodziejskich rodzin czystej krwi. Na twarz Anthony'ego wpłynął drwiący uśmiech.
- Jestem arystokratą. Czystej krwi. Mam dwór z basenem. Przebijesz?
- Ja tak. Jestem arystokratą. Czystej krwi. Mam dwór z basenem, skrzatem domowym i mini boiskiem do quidditha. - powiedział Albus. To prawda. Po pokonaniu Voldemorta, jego ojciec dostał tytuł arystokracki, order merlina 1 klasy i posadę szefa biura aurorów. Mimo, że naprawdę tego nie chciał. No, może oprócz tego ostatniego...
- Kim jest twój ojciec? Mój jest jednym z ludzi Arthura Weasleya, konfiskuje niebezpieczne przedmioty. - nie wiedzieć czemu, w głosie ślizgona zabrzmiała duma.
- Szef biura aurorów - Evichowi mina zrzedła.
- Matka? Moja, Departament ochrony mugolaków - powiedział zbity z tropu wąż. Albus parsknął śmiechem.
- Kapitan Harpii z Holyhead. - powiedział gryfon z rozbawieniem obserwując kipiącego ze złości Evicha.
- Spokój! - zawołał Scorpius.
- Malfoy? Syn DRACONA MALFOYA? - zapytał z niedowierzaniem Goyle.
- Tak, to ja.
- Stary, dlaczego nie śpisz z nami w dormitorium? - zapytał przyjacielskim tonem Zabini. Na to Scorpius wyciągnął szkarłatno - złotą broszę.
- GRYFON?! - Wrzasnął znów Goyle. - T-to dla tego jesteś z nimi w przedziale.
- Pierwszy zdrajca krwi w rodzinie, co? - zapytał Kevin natychmiast zmieniając ton. Był drwiący.
- Martiocedio!- krzyknął Albus . Zabini, Evich i Goyle zostali opętani przez ognisty promień. Wylecieli z wrzaskiem z przedziału.
- Nic im się nie stanie? - zapytała nieco zmartwiona Rose. Reszta parsknęła śmiechem.
- Po pierwsze. Czy tobie przypadkiem nie żal tych pacanów? Po drugie. Nie, bo te płomienie są zimne. Ale zanim oni się zorientują... Każdy głupi wie, że te płomienie są niegroźne. No proszę, wyszedł prawie wierszyk - powiedział Al. Policzki Rose zrobiły się czerwone. Nie lubiła, gdy ktoś mówi coś, o czym ona nie wie. A szczególnie Albus. Po tym Magna infutrig... coś tam był mądrzejszy od niej! Wszystkie wieczory spędzone z mamą aby tak jak ona stać się najlepszą uczennicą w szkole, poszły na marne. On był ulubieńcem Dumbeldore'a. On, nie ona na każdej lekcji zdobywał dla Gryffindoru punkty. Była... zazdrosna.
- No proszę... Chyba dojeżdżamy! - krzyknął Trey. Faktycznie, parowóz zwalniał. Zobaczyli dworzec Kings Kross, a na nim mnóstwo czarodziejów. Ojca Scorpiusa, wujka Rona, ciocię Hermionę i...
- Mamo! Tato! - Albus wyleciał z pociągu aby uściskać rodziców.
- Cześć Albusie! - zawołał pan Potter.
- Rodzice, chcę wam przedstawić Scorpiusa i Treya. - przyjaciele chłopca nieśmiało podeszli do jego ojca.
- Miło mi, ojciec Albusa, Harry Potter- mężczyzna uścisnął im dłonie wpatrując się wciąż w Scorpiusa.
- Co się tak na niego gapisz, Potter? - usłyszeli lodowaty głos za plecami.- Jestem arystokratą. Czystej krwi. Mam dwór z basenem. Przebijesz?
- Ja tak. Jestem arystokratą. Czystej krwi. Mam dwór z basenem, skrzatem domowym i mini boiskiem do quidditha. - powiedział Albus. To prawda. Po pokonaniu Voldemorta, jego ojciec dostał tytuł arystokracki, order merlina 1 klasy i posadę szefa biura aurorów. Mimo, że naprawdę tego nie chciał. No, może oprócz tego ostatniego...
- Kim jest twój ojciec? Mój jest jednym z ludzi Arthura Weasleya, konfiskuje niebezpieczne przedmioty. - nie wiedzieć czemu, w głosie ślizgona zabrzmiała duma.
- Szef biura aurorów - Evichowi mina zrzedła.
- Matka? Moja, Departament ochrony mugolaków - powiedział zbity z tropu wąż. Albus parsknął śmiechem.
- Kapitan Harpii z Holyhead. - powiedział gryfon z rozbawieniem obserwując kipiącego ze złości Evicha.
- Spokój! - zawołał Scorpius.
- Malfoy? Syn DRACONA MALFOYA? - zapytał z niedowierzaniem Goyle.
- Tak, to ja.
- Stary, dlaczego nie śpisz z nami w dormitorium? - zapytał przyjacielskim tonem Zabini. Na to Scorpius wyciągnął szkarłatno - złotą broszę.
- GRYFON?! - Wrzasnął znów Goyle. - T-to dla tego jesteś z nimi w przedziale.
- Pierwszy zdrajca krwi w rodzinie, co? - zapytał Kevin natychmiast zmieniając ton. Był drwiący.
- Martiocedio!- krzyknął Albus . Zabini, Evich i Goyle zostali opętani przez ognisty promień. Wylecieli z wrzaskiem z przedziału.
- Nic im się nie stanie? - zapytała nieco zmartwiona Rose. Reszta parsknęła śmiechem.
- Po pierwsze. Czy tobie przypadkiem nie żal tych pacanów? Po drugie. Nie, bo te płomienie są zimne. Ale zanim oni się zorientują... Każdy głupi wie, że te płomienie są niegroźne. No proszę, wyszedł prawie wierszyk - powiedział Al. Policzki Rose zrobiły się czerwone. Nie lubiła, gdy ktoś mówi coś, o czym ona nie wie. A szczególnie Albus. Po tym Magna infutrig... coś tam był mądrzejszy od niej! Wszystkie wieczory spędzone z mamą aby tak jak ona stać się najlepszą uczennicą w szkole, poszły na marne. On był ulubieńcem Dumbeldore'a. On, nie ona na każdej lekcji zdobywał dla Gryffindoru punkty. Była... zazdrosna.
- No proszę... Chyba dojeżdżamy! - krzyknął Trey. Faktycznie, parowóz zwalniał. Zobaczyli dworzec Kings Kross, a na nim mnóstwo czarodziejów. Ojca Scorpiusa, wujka Rona, ciocię Hermionę i...
- Mamo! Tato! - Albus wyleciał z pociągu aby uściskać rodziców.
- Cześć Albusie! - zawołał pan Potter.
- Rodzice, chcę wam przedstawić Scorpiusa i Treya. - przyjaciele chłopca nieśmiało podeszli do jego ojca.
- Miło mi, ojciec Albusa, Harry Potter- mężczyzna uścisnął im dłonie wpatrując się wciąż w Scorpiusa.
- To przyjaciel mojego syna! - wycedził przez zęby brunet. Draco wyglądał na zbitego z tropu. Zapomniał, że jego rodzony syn został gryfonem. I pierwszym zdrajcą krwi w rodzinie.
- Scorpius, idziemy! - zarządził w końcu blondyn.
- Chcę się pożegnać z przyjaciółmi. - odparł spokojnie.
- IDZIEMY!
- NIE! CHCĘ SIĘ Z NIMI P O Ż E G N A Ć ! - wrzasnął młody Malfoy. Jak chciał, potrafił być głośny.
- Cześć Trey, na razie Albus. - jego ojciec chwycił go za ramię i się deportowali.
- Cześć Trey.
- Pa Al. - drugi przyjaciel zagłębił się w tłumie szukając matki (jego ojciec był mugolem)
- No, nareszcie koniec tego cyrku. Albusie, co ci wpadło do głowy aby przyjaźnić się z Malfoyem?- zapytał ojciec.
- Jakoś tak wyszło - odparł chłodno, przez co jego ojciec wpadł w zakłopotanie.
- Chodź, jedziemy. Do domu. Wsiedli do BMW wujka Rona. Polecieli do rezydencji Potterów.
**********************************
Wszyscy zasiedli do kolacji w rezydencji Potterów. Wszyscy czyli: Dziadek Arthur, Babcia Molly, Wujek Bill, ciocia Fleur, ze swoimi dziećmi, Vicorie, Dominiqe i Louisem. Wujek Charlie z ciocią Isabell, którzy nie mieli dzieci, wujek Percy z ciocią Penelopą, Łucją i Molly, wujek George z ciocią Angeliną, Fredem i Roxie, wujek Ron z ciocią Hermioną, Rose i Hugonem i oczywiście Harry i Ginny wraz z Jamesem, Lily i Albusem. W krótce pojawił się też Ted Lupin. Zaczynali kolację. Jedli w milczeniu. W końcu ciocia Hermiona posłała wszystkie dzieci spać. Albus wszedł po marmurowych schodach na 1 piętro i otworzył dębowe drzwi ze złotym napisem Nie wchodzić bez pozwolenia Albusa Severusa Pottera. Otworzył je. Znalazł się w swoim pokoju. Dużo się pozmieniało. Ściany były szkarłatno-złote. Wszędzie wisiały plakaty z Hogwartem, herbem Gryffindoru i jego ulubioną drużyną quidditha. Zjednoczeni z Pudlemere. Pokój był świetny. Łóżko było ze złota, z czerwoną kołdrą z jedwabiu. Chłopak przypomniał sobie, że ma wysłać prezenty przyjaciołom. Dla Treya nową pałkę, a dla Scorpiusa koszulkę z napisem " Jestem gryfonem". Niby głupi prezent, ale wyraźnie to sobie zażyczył.
- Seeker, chodź tu. - powiedział do sowy brunet. Doczepił mu do nóżki prezenty dla przyjaciół.
- Do Scorpiusa i Treya. - Szepnął. Puchacz wyleciał przez okno. Albus był bardzo zmęczony. Poszedł do łazienki, drzwi były obok biurka. Umył się, przebrał się w piżamę wskoczył do łóżka na poduszki i natychmiast zasnął. Śnił o tym, jak to dostaje kartę Roweny Ravenclaw. Nagle obudziła go mama.
- Albus! Prezenty! - chłopak szybko zbiegł na dół. Oto co zobaczył:
Dostał jak zwykle masę prezentów. Dziwne było tylko to, że wszystkie były w szkarłatnych opakowaniach.
Czasami dobrze jest mieć dużą rodzinę... Albus zaczął rozpakowywać paczki. Od Babci Molly dostał szkarłatny sweter z lwem na piersiach, od dziadka Arthura książkę pod tytułem "Fascynujący świat mugoli", od cioci Hermiony i wujka Rona dostał wielkie pudło słodyczy z Miodowego Królestwa, czyli: Fasolki wszystkich smaków, czekoladowe żaby, musy-świrusy, cukrowe pióra deluxe, gumy drooblesy, lodowe kulki, pieprzne diabełki, lukrecjowe pałki i nowość: uciekający lizak. Od cioci Penelopy i wujka Percy'ego książkę pod tytułem "Dziesięć kroków do Prefekta Naczelnego". Albus musiał przyznać, że go to zainteresowało. Od wujka Charliego i cioci Isabell dostał żaroodporną kominiarkę, od wujka Billa i cioci Fleur fałszoskop, od wujka Georgea wielką pakę najnowszych Dowcipów Weasleyów, od cioci Angeliny książkę "Wszystko o Quiddithu". Od Treya dostał list z podziękowaniem za prezent i wielki komplet plakatów, z Harrym Potterem, Hogwatem, Herbem Gryffindoru, ze Zjednoczonymi i powiększone zdjęcie Treya, Scorpiusa i Albusa na peronie. Od Scorpiusa dostał grę o nazwie "Quiddith - strategia, szybkość, umiejętność". Coś rewelacyjnego! W środku było mini-boisko i małe ludziki. Było ich czternaście, zostały zrobione na podobiznę drużyn do quidditha: Osy z Wimbourne i Zjednoczeni. Gra polegała na dobrym obmyślaniu dobrej strategii. Ludzikami sterowało się głosem. Został tylko prezent od rodziców. Płaska koperta. Była lekka. W środku mogło być coś z papieru, więc ostrożnie ją otworzył. Ze środka wypadł kawałek niezapisanego pergaminu i kartka - list. Chłopiec ją przeczytał.
Drogi Albusie!
To mapa Huncwotów. Aby ujawniła swój sekret, musisz o nią stuknąć różdżką i powiedzieć "Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego". Lecz aby nikt jej nie odczytał, po zakończeniu "psot" po prostu znów stuknij różdżką i powiedz "Koniec psot!". Możesz ją wypróbować.
Mama i Tata
PS Nie mów Jamesowi, że dostałeś mapkę. Obiecaliśmy, że damy mu pelerynkę, ale na razie twojemu tacie potrzebna jest w pracy. Będzie zły, kiedy dowie się, że dostałeś to, co dostałeś. To bardzo cenna rzecz. Pilnuj jej. Nie dostaniesz pelerynki, bo chyba znasz zaklęcie, które czyni niewidzialnym, prawda? A, i jeszcze jedno. Podoba Ci się twój odmieniony pokój?
"Skoro James nie może widzieć tego, to pójdę do swojego pokoju. Przy okazji odniosę prezenty." - pomyślał Albus. Musiał kilka razy kursować z dołu do góry, z góry do dołu. W końcu usiadł na łóżku. Wyciągnął pergamin i mapę i powiedział "Przysięgam uroczyście, że knuję coś niedobrego". Tak szczerze, to myślał, że rodzice robią go w balona. Mylił się jednak całkowicie. Ukazał się napis
Panowie Lunatyk, Glizdogon, Łapa i Rogacz,
zawsze uczynni doradcy czarodziejskich psotników,
mają zaszczyt przedstawić
MAPĘ HUNCWOTÓW
Pod napisem rozciągała się mapa Hogwartu. Były tam przejścia, których Albus jak dotąd nie widział. Lecz najbardziej niezwykłe było to, że były tam kropki i IMIONA I NAZWISKA osób, a kropki się RUSZAŁY. Steve Cockiedy siedział w bibliotece. Dumbeldore przechadzał się korytarzem na 2 piętrze. Było jeszcze kilka kropek, ale było ich mało, większość osób wyjechało do rodziny. "Koniec psot!" mruknął Albus, po czym włożył mapkę do kufra. To były cudowne święta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz