lolek

https://www.youtube.com/watch?v=YxIiPLVR6NA&autoplej=1&kolorek=ff244a&lup=1&typek=3

piątek, 11 kwietnia 2014

Zagrożenie Rozdział XII

Ferie świąteczne pomału się kończyły. Jutro mieli pojechać do Hogwartu. Albus dwa razy ograł ojca w "Quiddith - strategia, szybkość, umiejętność". Fałszoskop bardzo mu się przydał, a Jamesa doprowadzał do szału. Wystarczy, że Albus wyjął go przy obiedzie, a zaczął migać na czerwono. No właśnie... ale co z obiadem było źle? Tak się składa, że James lubił wrzucać różnego rodzaju wymiotki pomarańczowe, krwotoczki truskawkowe i wiele, wiele innych paskudstw do obiadu brata. Książka pod tytułem "Fascynujący świat mugoli" była tak nudna jak wszystkie lekcje profesora Binsa razem wzięte, czego nie można było powiedzieć o "Dziesięć kroków do Prefekta Naczelnego" i "Wszystko o Quiddithu". Albus postanowił, że będzie prefektem. Punkt nr 1 to "Podlizywanie się nauczycielom". Hmm... da się zrobić. I tak jest najlepszy w klasie. Gorzej było z punktem nr 8. "Donoś na zachowania niezgodne z regulaminem szkolnym. Nawet jeśli to twoi koledzy". Na Evcha można spokojnie donieść. Ale na Scorpiusa czy Treya... już gorzej. Z książki "Wszystko o Quiddithu" dowiedział się, jakie manewry wykorzystać w jakiej sytuacji. Jeśli chodzi o sweter od babci, nigdy go już nie włoży. Na mapie Huncwotów zauważył, że Steve często siedzi w skrzydle szpitalnym przy tej krukonce, Sarah Smive. Ciekawe... Mimo tego wszystkiego, Albus naprawdę się nudził. W końcu postanowił, że poćwiczy quidditha. Może zobaczy jak wyjdzie mu Zmyła Sedcimsa. Wyszedł na boisko. Dosiadł swojego Pioruna, odepchnął się nogami od ziemi i leciał. Poczuł się wolny. Wypuścił znicz. Poleciał do niego. Nachylił się i nagle dopadł go straszliwy ból. W końcu stracił przytomność.
- Nie możliwe... Cruciatus u nas w dworku?
- A jednak! A może...
- Chyba nie myślisz, że to Inisus?
- Może.
- NIE! Nie wpuściłbym do dworku Richarda Inisusa! Nigdy!
- Jeśli chodzi o zbrodnie, to Inis przewyższa samego, kochanego Voldzia.
- Myślisz, że on żyje? Inisus? Słyszałem, że stworzył 9 Horkruksów! No a cząstka duszy w jego ciale daje 10 hmm... żyć.
- Nie możliwe...
- A jednak!
- Nie...
- TAK! - Albus wracał do siebie. Był w skrzydle szpitalnym. Obok stał wujek Ron i jego ojciec.
- Ile tu leżę? - zapytał z nienacka Albus. Wujek Ron podskoczył ze strachu, natomiast pan Potter odpowiedział:
- Tydzień.
- Co? Dlaczego? Gdzie moje rzeczy? I co to za Inisus?
- Tak więc... co. A to, że zostałeś potraktowany Cruciatusem gdy ćwiczyłeś quidditha. Dlaczego. Dlatego, że wiedziałem, że tak młody organizm nie wróci do zdrowia za szybko. Twoje rzeczy są w tej szafie - wskazał na biały mebel. - Co do Inisusa, nie mogę ci powiedzieć.
- Ok. Wziąłeś mi moje wszystkie prezenty ze świąt? - zapytał Albus
- Nie.
- Czego nie wziąłeś? - zapytał z rozpaczą w głosie chłopak.
- Sweterka od babci... - powiedział pan Potter. Na to cała trójka wybuchnęła śmiechem.
- A wy jaki kolor dostaliście? - zapytał zaciekawiony dzieciak. Wujek zwiesił głowę.
- Kasztanowy. - Harry parsknął śmiechem.
- Ja dostałem błękitny. - powiedział.
- Tobie zawsze daje najlepsze kolory... - powiedział Ron. Albus spróbował wstać.
- Hola, hola! Kolego! Nie tylko dostałeś Cruciatusem, ale i spadłeś z 50 stóp! A potem próbowali cię dobić Sectusemprom. Dobrze, że stałem w oknie, bo bez szybkiego zaklęcia Episkey nie przeżył byś. Szkoda, że ci ludzie byli w kominiarkach!
- A kiedy wyjdę? - zapytał naprawdę przerażony Albus.
- Niedługo, ale nie będziesz mógł grać w quiddi...
- NIE! JA  M U S Z Ę  GRAĆ! JEŚLI NIE BĘDĘ TEGO ROBIĆ, PUCHONI WYGRAJĄ FINAŁ! ROZUMIESZ? PUCHONI!
- Albusie Severusie Pot... - zaczął pan Potter, ale syn brutalnie mu przerwał.
- To niemożliwe... ja MUSZĘ grać!
- Twoje zdrowie i kości są teraz bardzo kruche! Wystarczy, że dostaniesz tłuczkiem, a możesz złamać sobie kręgosłup!
- Pani Bones umie naprawiać pęknięcia, złamania...
- Wiem, ale kiedy to tak ważna część ciała, bardzo boli. A nie pozwolę ci na więcej bólu. Zawiodłem jako ojciec, tam w ogrodzie.
- Wcale nie! Pozwól mi grać. - Albus zrobił maślane oczy.
- Nie.
- Proszę...
- NIE! To moje ostatnie słowo.
- A co wy tu robicie?- zapytał nadąsanym tonem chłopak.
- Będziemy mieć wykład o pokonaniu Voldka. - powiedział znudzonym tonem wujek Ron. - Co roku mamy takie gów...
- Ron!- krzyknął pan Potter.
- Eee... takie nudy. - powiedział zdezorientowany rudzielec. - Zastanawia mnie jedno. Skoro ktoś chciał zabić Ala, to dlaczego po prostu nie strzelił w niego Avadą? - zapytał wujek.
- No właśnie, no właśnie... - odparł pan Potter. - idziemy, Ron. - i wyszli. Albusa codziennie odwiedzali przyjaciele. Rose prawie go udusiła ("przytuliła"). W noc tuż przed opuszczeniem skrzydła szpitalnego wniesiono bełkoczącego chłopaka. Albus od razu poznał ten głos. Na łóżku obok leżał Anthony Evich. W pokoju był jeszcze Dumbeldore, pani Bones i... Harry Potter.
- Własna wyspa... władza... chwała...- bełkotał co bełkotali zwykle bełkoczący. Potem jednak:
- Unicestwienie Albusa Pottera... własny horkruks... przyłączenie się do Inisusa... - Wszyscy w pokoju byli w szoku, kiedy zaczął gadać o tych wszystkich złych rzeczach. Tylko co to horkruks?
- H-horkruks? Jego powinno się odizolować od innych uczniów! Do Inisusa? Zwariował! - krzyczał Dumbeldore. Pani Bones nałożyła opaskę na usta Evicha (to był nowy patent na stłumienie bełkotów w skrzydle szpitalnym) mówiąc:
- Ciszej! Obudzi pan  Albusika! Biedaczek! Dostać Cruciatusem w tym wieku...
- Jedno jest pewne, moi drodzy. Jeśli te ataki nie ustaną, to będzie koniec Hogwartu. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz