lolek

https://www.youtube.com/watch?v=YxIiPLVR6NA&autoplej=1&kolorek=ff244a&lup=1&typek=3

czwartek, 3 kwietnia 2014

Bunt o nazwie KIŚBSPGIP Rozdział X

Sobrynuki były jeszcze bardzo młode. Ich pobudzające działanie można wykorzystać dopiero gdy dorosną. Okres dorastania to mniej więcej 5 miesięcy. Jak na razie pani Bones chodzi z zatyczkami w uszach, bowiem ma dość bełkotów w skrzydle szpitalnym. Albusowi udało się wyczarować patronusa. Ma kształt lwa. Był naprawdę duży. Prof. Wierfs był zaskoczony.
- W twoim wieku nie udało mi się wyczarować patronusa, wiesz? - mówił zawsze kiedy go spotykał. Dodatkowe zajęcia robiły się coraz trudniejsze. A wliczając w to treningi quidditha, było naprawdę ciężko. Ale Albus naprawdę miał luźno w porównaniu z innymi pierwszoroczniakami. Oni musieli odrabiać lekcje z OPCMów, transmutacji, eliksirów i zaklęć. W wolnych chwilach młody Potter chadzał do Hagrida. Rozmawiał z półobrzymem o wszystkim i o niczym. Wczoraj zaczął padać śnieg. Cóż, nie było to dziwne, był już 17 grudnia. Albus, Trey i Scorpius weszli na śniadanie do wielkiej sali. Było tu coś dziwnego. Ślizgoni i Krukoni trzymali tabliczki z napisami takimi jak ten:










Na dodatek wrzeszczeli : My dumni srebrni uczniowie nie damy sobą pomiatać złotym! Niech żyje Salazar Slytherin! Niech żyje Rowena Rawenclaw! Niech żyje nasza nowo narodzona przyjaźń! Niech żyje dwójka srebrnych domów! Niech na wieki ustalone będzie, że to srebrny przewyższa złoty... - i tak dalej. Ze stołu wstała zastępczyni dyrektora, Alice Sprinete. W sumie nic nigdy nie zrobiła, ale była córką ministra magii, Kingsleya Shackelbota. Wyszła za mąż za milionera, Andrewa Sprinete. Minister zawsze załatwiał rodzinie i dobrym znajomym ciepłe posady. Wszyscy byli zdziwieni, że wstała. Jej dzień był taki: śniadanie, odpoczynek, obiad, odpoczynek, kolacja, odpoczynek, sen. Wydarła się na całą salę.
- Ciszaaa! Ogłaszam koniec tych dyrdymałek! Śniadanie i na lekcje! Ravenclaw i Slytherin tracą po 30 punktów. - wrzeszczała. Krukoni i ślizgoni cicho jęknęli.
- Po minus dziesięć punktów od Ravenclawu i Slytherinu! Jak śmiecie protestować! - i zajęła się swoim śniadaniem.
- Ależ pani profesor! To nie był protest! Tylko jęknęliśmy! - odezwał się nie kto inny jak Anthony Evich.
- Slytherin otrzymuje 5 punktów za bronienie honoru domu, ale i minus 15 za ewidentny protest panie Evich! - wrzasnęła Sprinete. Ślizgoni, każdy co do joty rzucił Evichowi mordercze spojrzenie. Ponieważ stół zielonych był niedaleko stołu gryfonów, Albus usłyszał, że prefekt węży mówi do Anthonyego: " Szlaban, Evich". No cóż... gdyby Al był prefektem zrobiłby to samo. W końcu Slytherin stracił 50 punktów podczas jednego śniadania. Na zajęciach KAŻDY z zieloną broszą był przygaszony. To samo tyczy się krukonów. Akcja przy śniadaniu nie znaczyła wcale, że relacje wychowanków domu węża i domu kruka pogorszyły się. Evich stworzył nawet swoją "paczkę" a w niej był on, Goyle, Zabini, Emily Elood i to wszyscy ze Slytherinu, natomiast z Ravenclawu Yvonne
Bellum, Camille Libiry i Victor Prudesc. To był raczej jego fanklub. Każdy miał tam swoją funkcję. Zabini i Goyle wszystkich straszyli, aby trzymali się z dala od Evicha. Camille i Victor odrabiali mu prace domowe. Emily była w nim chyba troszeczkę zakochana, ale była kimś w stylu "przyniosę ci to, przyniosę ci tamto". Jeśli chodzi o Yvonne, to Evich chyba darzył ją najszczerszym uczuciem. Ona pełniła rolę dla chłopaka taką rolę jak Ginny dla Harry'ergo gdy byli w 4 klasie. Razem się śmiali i w ogóle. Albus zawsze patrzył na nich z politowaniem. Jakież to było żenujące! Szczegulnie dlatego, że ta cała Bellum ma chłopaka, puchona o imieniu Jack Stutif. Gryfon ciężko westchnął. Naprawdę się nudził. Scorpius i Trey odrabiali eliksiry. Poszedł do nich.
- Pokażcie to... co Darvy zadał?
Mamy napisać esej o nazwie 3 najważniejsze składniki eliksiru nienawiści .
- Jak to? To przecież banalne! Skórka boomslaga, skrzydła muchy i ogony szczura!
- Dzięki, Al- powiedzieli równocześnie przyjaciele.
- Spoczko- odpowiedział. - wiedzieliście nowy fanklub Evicha?
- No... co za żenada - westchnął Scorpius.
- Siemanko, co tam?- to powiedziały dwa jednolite głosy. To Fred i James.
- Nic ciekawego...
- Znacie najnowsze newsy?
- Nie. - odpowiedział zaskoczony Albus.
- Pracujemy w MAGICZNYCH DOWCIPACH WEASLEYÓW! - wykrzyknęli razem. - Tata/wujek chce rozwinąć interes w Hogwarcie!- krzyknęli podekscytowani.
- To... gratulacje - powiedział Albus. CO? Oni? W sumie to kręcą ich takie rzeczy...
- Nie ma mowy! - krzyknęła ruda dziewczynka, która właśnie przeszła przez portret grubej damy.
- Nie zgadzam się! Nie możecie! Pan Zeno nie zgodził się na MDW*w szkole! - wrzeszczała mała Rose.
- Rosie, nie utrudniaj! Poza tym, od kiedy robi się to, co Weborde zakazuje ?- powiedział zirytowany Fred.
- Nie mów tak! Pan Zeno jest bardzo fajny. I opowiada takie ciekawe historie...
- Ożeń się z nim. James, idziemy. - powiedział tym razem bardzo rozbawiony syn George'a.
- A, Al. Możesz nam pożyczyć Seekera? - zapytał jego brat.
- Nie... ostatnio poleciał z listem - odpowiedział. To była prawda. Napisał ojcu, że ostatnio nie wiadomo co się dzieje z krukonami i ślizgonami. Nie napisał nic jednak o ich domysłach.
- No to bierzemy jedną ze szkolnych sów... - powiedział James. - Hej.
- Cześć.
- Ojej! Zapomniałem odrobić pracę z zaklęć. Idź beze mnie, Fred. - powiedział najstarszy Potter. I pobiegł do portretu grubej damy, przeszedł przez dziurę i już go nie było.
- Idzie odrabiać lekcje bez książek? Bracie, dobrze się czujesz? - powiedział do siebie Fred. Albus miał wrażenie, że nie tylko on, Trey i Scorpius coś ukrywają.
* MDW - Magiczne Dowcipy Weasley'ów XD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz